11 stycznia 2026

Corpus delicti
Magdalena Hirsch

Wersja audio

 

– Czekają dziś państwa pierwsze ćwiczenia z anatomii. – Facet w średnim wieku pojawił się znikąd i obrzucił niechętnym spojrzeniem grupę. – Dzień dobry.

– Dzień dobry – studenci brzmieli niewyraźnie, jednak w miarę jak zbliżali się do drzwi prosektorium, ich ruchy stawały się coraz bardziej ożywione; Laura też przyśpieszyła kroku. – Proszę szybciej, mamy dużo pracy.

Laura weszła do sali ostatnia. Starając się nie hałasować za bardzo, usiadła w pierwszym rzędzie – wszystkie inne miejsca były już zajęte.

– Widzę, że włożyli państwo fartuchy i odpowiednie obuwie, za chwilę weźmiecie jeszcze jednorazowe rękawiczki. I dwie uwagi: panie mają mieć związane włosy i krótkie paznokcie, w przeciwnym razie będę wypraszał z zajęć. Po drugie – moich zajęć jeszcze nigdy nie zaliczyła więcej niż połowa studentów. Wymagam stuprocentowej obecności, a kolokwia zdaje się u mnie od siedemdziesięciu procent. Nie przewiduję żadnych odstępstw od tych reguł. Jeśli kogoś to przerasta, to zamiast powoływać się na prawa studenta czy inne głupstwa sugeruję od razu zrezygnować ze studiów. Jasne? Przejdziemy teraz do właściwej części zajęć, czyli oglądania preparatów miękkich. Za półtora miesiąca czeka państwa kolokwium z tak zwanych szpilek.

Laura patrzyła przed siebie bezmyślnie. Co ona będzie robić, jak ją wyrzucą ze studiów?

– Siadać! Wiecie w teorii, na czym polega anatomia, ale praca z preparatami to coś zupełnie innego. Jako od przyszłych lekarzy wymagam od was profesjonalizmu. Jeśli ktoś jest zbyt delikatny na kontakt z narządami, to wiecie, gdzie są drzwi. Teraz możecie wstać. Pójdziemy po preparaty.

– Weźmiemy sobie kończynę górną i... tam, proszę pana, jest cały organizm, może pan rzucić okiem, jak tak pan bardzo chce. – Chłopak odchylający folię, okrywającą podłużny kształt, aż podskoczył. – No, niech pan rozepnie to do końca, możemy obejrzeć taki preparat w ramach ciekawostki, zaraz go przygotuję. Uczyć się będziemy na mniejszych fragmentach. Niech państwo podejdą.

Ciało było bardzo małe, żółtawe, o pomarszczonej skórze, rozcięte wzdłuż mostka. Nie posiadało żadnych charakterystycznych cech; gdyby nie genitalia, nie można by nawet rozpoznać w nim kobiety. Żadnej tożsamości.

Może dobrze by było, gdyby człowiek miał chociaż tę duszę.

– ...i to jedyny w naszym prosektorium preparat, który ma wewnątrz wszystkie organy – zakończył wykładowca. – A teraz przejdźmy do zajęć. Zaczniemy od wstępu teoretycznego.

Laura poczuła, że oczy zaczynają jej się przymykać. Wytrzeszczyła je do granic możliwości i wlepiła wzrok w dłonie prowadzącego, który właśnie chwycił nogę i tłumaczył coś tym swoim nieprzyjemnym głosem.

 

*

 

– Cześć, cześć. – Laura kiwała głową wychodzącym kolegom.

Została w szatni sama.

– Wychodzi pani? Chciałabym umyć podłogę. – Zmęczona kobieta w czerwonym kitlu stanęła w drzwiach szatni i oparła się o wózek, w którym leżały mop, ścierki, detergenty i wiadro z wodą.

Gdzie jest kluczyk do szafki? W kieszeniach go nie było. Może w torbie? Tylko gdzie jest torba?

– Halo, słyszała pani?

Szlag by to trafił. Torba musiała zostać w prosektorium.

 

Drzwi były uchylone; na ziemię padało białe światło. Wraz z nim z prosektorium ulatniał się ten dziwny, niejasny zapach: ciągle dotykanych metalowych sprzętów, spirytusu, lateksowych rękawiczek i zwłok, które pachną uniwersalnie – zwłokami. Laura usłyszała pisk; ktoś przechodził między taboretami, roztrącając je na boki. Odczekała chwilę, po czym ostrożnie zajrzała do sali. Pusto. Może jej się zdawało.

Teraz trzeba tylko wejść, wziąć torbę i wyjść. Gdy jednak mijała stoły, na których jak na katafalkach spoczywały czarne, podłużne worki, zboczyła z obranej trasy i podeszła do ciała, które dzisiaj oglądali. Próbowała potem zrozumieć, co nią wtedy kierowało, ale nie znalazła żadnego wytłumaczenia. Laura stała i uparcie wpatrywała się w ciało. Czuła, jak wysychają jej oczy; obraz nie stawał się jednak niewyraźny, przeciwnie, zwłoki puchły, nabierały jaśniejszej barwy, falowały. Coraz mniej przypominały preparat, a coraz bardziej – starszą, nagą kobietę o pomarszczonej skórze i bystrym spojrzeniu, które wyłoniło się spod powiek pokrytych licznymi zmarszczkami. Kobieta podniosła się, usiadła na brzegu stołu i przemówiła; niski głos, niepasujący do wąskich ramion i kościstych dłoni sprawił, że Laura nagle otrzeźwiała i spojrzała na wszystko wyraźnie i jasno.

 

Senna, prawdziwą opuściłaś drogę.

Laura zaczęła bujać się bezwiednie w przód i w tył.

Zatrzymaj się. Na połowie czasu.

Laura znieruchomiała. Kobieta zeskoczyła ze stołu i zaczęła przechadzać się po prosektorium, przeciągając palcami po stołach i rozcierając kurz w dłoniach. Nagość nie krępowała jej w żadnej mierze. Kroki stawiała twardo i powoli; mimo bycia przygarbioną biła od niej stanowczość.

– Czy to mi się śni? – wyrwało się Laurze. Kobieta przystanęła i spojrzała w jej stronę.

– Wiesz przecież. Jesteś tylko senna, nie uśpiona. – Milczała przez chwilę. – Nogi, macice, nerki, czaszki, zupa z alkoholem. To be or not to be. Serca, wątroby, mózgi. Co tak patrzysz, co? Chcesz mnie pewnie spytać, skąd jestem i po co jestem?

– Chcę.

– Pytasz o mnie, ale tak naprawdę chcesz spytać o siebie. Nie wiesz, skąd i po co jesteś, więc ja też nie mogę wiedzieć. Nie wierz nigdy tym, którzy udzielą ci odpowiedzi na te pytania, ale i nie ufaj tym, którzy przestali ich szukać. – Chwyciła znienacka jej dłoń i przesunęła po swoich żebrach. – Kręgi wtajemniczenia nie istnieją, pamiętaj. Nie ma kiedyś i teraz, to po prostu inne miejsca, których ani ja, ani ty nie obejmiemy tym ułomnym ze swej natury wzrokiem.

Wiotkie piersi kobiety ocierały się o fartuch Laury.

– To się nie zmienia, z czasem tylko wysycha, brązowieje, zmienia się w popiół albo jest zjadane przez robaki, ale istota rzeczy się nie zmienia.

– Czyli niczego mi pani nie wytłumaczy, tak?

– Niczego, kochanie. Nie opowiem ci nawet o tym budynku, w którym jesteśmy, choć za życia przemierzyłam go wzdłuż i wszerz. Niczego cię nie nauczę i przez nic cię nie przeprowadzę, bo to nie może się wydarzyć. Mogłabym wyrwać sobie z piersi serce i włożyć ci je w dłoń, ale to niczego by nie zmieniło, bo to nie twoje serce. Rozumiesz?

Staruszka gwałtownym ruchem wbiła kościstą dłoń w klatkę żeber i wyciągnęła z niej pulsujący organ. Laura widziała na dłoni tętniące serce o temperaturze jej własnego ciała, a kobieta zapadała się w czarny worek.

Przymknęła oczy. Gdy je otworzyła, ręka była pusta, a pokrowiec zasunięty.

– To znowu pani? – Laura usłyszała gderliwy, znajomy już głos. – Studenci nie mogą sami wchodzić do prosektorium! Co pani tu robi?

Co tu właściwie robiła?

– Zapomniałam torby, już wychodzę. – Laura uśmiechnęła się przepraszająco. Kątem oka zobaczyła, że kobieta popchnęła swój wózek w głąb sali i przesunęła palcem po jednym z blatów.

 

*

 

– Do czwartku, niech państwo już idą. – Prowadzący zdjął rękawiczki i zaczął przeglądać jakieś papiery. Nagle podniósł głowę. – A, pani Lauro, niech pani na chwilę zostanie.

Wszyscy wyszli, prowadzący zamknął drzwi i przysiadł na brzegu biurka. Laura unikała jego przeszywającego spojrzenia.

– Przejdę od razu do rzeczy. Zaginął jeden z preparatów. Wie pani coś o tym?

Laura poczuła ściśnięcie w żołądku.

– Sprawdzałem rano stan prosektorium i odkryłem brak serca. A podobno to właśnie panią tu widziano po zajęciach.

– Tak, byłam w prosektorium – wyznała desperacko Laura. – Przyszłam tylko po torbę, ale...

Właściwie, czemu miałaby mówić coś więcej? Spojrzała mu w oczy. Nie zauważyła tam żadnej kpiny czy złośliwości. Patrzył na nią z napięciem. Właściwie, dlaczego nie miałaby mu zaufać?

– ...nie powstrzymałam się przed spojrzeniem na to ciało, które oglądaliśmy. Przysięgam, chciałam tylko popatrzeć. Zostałam zmuszona do wzięcia tego serca do ręki.

Prowadzący drgnął. Nerwowo odgarnął włosy z czoła.

– Nie rozumie pan, co mam na myśli, prawda? Mogę...

– Wiem, co pani ma na myśli, doskonale wiem. Ale fakty są takie, że serca nie ma.

Laura spojrzała na niego bezradnie.

– To co mam zrobić?

– Niech pani siada – prowadzący podsunął jej taboret. – Zgodnie z przepisami, powinna pani zostać dyscyplinarnie usunięta ze studiów, ale oboje wiemy, że nie jest pani niczemu winna. Z drugiej strony, powinna pani stąd zniknąć dla własnego dobra. – Milczał przez chwilę. – Mogę natomiast pani obiecać, że sprawę zaginionego preparatu wezmę na siebie... mam w tym pewną, hm, wprawę.

– Dziękuję. – Laura wstała i wyciągnęła do wykładowcy rękę. To wszystko było absurdalne, rujnowało jej życie, ale ten człowiek, który właśnie siedział obok i mówił to wszystko, rozumiał ją. Wyczuła to w uścisku dłoni i słowach:

– To przypadek. Tak jak każde wspólne doświadczenie.

 

Magdalena Hirsch – rocznik 2002, studentka polonistyki, poetka-slamerka niestroniąca od prozy. Publikowała opowiadania w magazynach Tlen Literacki, zakład.magazyn, Składka, Epea, Pismo literackie i Pismo Trytytka. W wolnym czasie prowadzi instagramowego peja  @wawer_intellectuals z memami o sztuce i literaturze, gdzie również czyta swoje wiersze i opowiada o ulubionych postaciach. W kółko słucha Kaliny Jędrusik i Kaśki Nosowskiej.