11 stycznia 2026

Drgnięcie ciała późnym majem
Morgan Toporyński

Wersja audio

 

Niedziela, 11.V. roku pańskiego [czyli czyjego?] 

 

Ostatnio odzyskuję. Tak czasami mam, że impulsywnie pozbywam się wszystkiego i odzysk to jedyne źródło tego, co w życiu zdaje się być niezbędne. A zatem odzyskuję: 

 

Zbawienną dla płuc nikotynę [W maju rzadziej pada deszcz, toteż przechadzam się po parkach i z rzuconych niedopałków próbuję skręcić choć połowę szluga.] 

 

Kawę [Spijam zimne resztki z kubków, które od zimy zalegają w rogu pokoju.] 

 

Miłość [Znamy się zbyt krótko, żebym wdał się w szczegóły. Niekoniecznie ze wstydu, bo jeszcze nie udało mi się go odzyskać i nieszczególnie jest to teraz moim priorytetem.] 

 

Może w końcu odzyskam siebie? 

 

Wtorek 13.V. roku pańskiego [czyli niczyjego?] 

 

echo płonie w moim nieskalanym prawdą gardle 

 

rozciąłem wczoraj: 

dwa brzuchy 

pajęczynę 

trzydzieści siedem skrawków materiału 

cztery struny 

jedną czwartą kotary 

 

a potem dryfowałem w półśnie między ciałem, a czymś, co ciała nie przypominało. chciałem zabić trochę czasu, ale za mało wiem o zbrodniach i właściwie nawet nie mam, co zrobić z jego zwłokami. 

 

narkotyczny puls zaczyna powoli [ale progresywnie] kroić mnie na 

zmysły i świadomość. 

 

kogo prosi się o rozgrzeszenie? 

 

z całej tarczycy przepraszam za mój grzech 

 

Środa 14.V. roku pańskiego [czyli… Twojego?] 

 

Sentyment do, zdaje się już martwej, sztuki dramatopisarstwa wymusił na mnie dopisanie didaskaliów. Próbowałem stawiać opór, bo przecież miałem pisać epikę, ale niedobrze jest kontestować sentymenty. A zatem:

Autobus. Taki, który odwozi z miasta na prowincję, a wcześniej z prowincji do miasta. I też taki, który słynie z wszechobecnej woni fekaliów. Zresztą całkiem niesłusznie, bo to bardziej zapachy zimowego kurzu, który teraz chce mieć coś wspólnego ze słonecznikami i wzbija się pod wpływem słońca w górę. Nieprzebiwszy się przez dach ani szyby pojazdu, wiruje w powietrzu i ma na podróżujących wpływ chyba jeszcze bardziej zbawienny niż dym papierosowy. A jesienią wbija się w fotele chyba jeszcze głębiej niż ja i wtedy być może faktycznie dominującą wonią są fekalia. Siedziska są ciemnoniebieskie [ciekawe, czy na życzenie rezydującego tam kurzu] i, subiektywnie, niezbyt wygodne. 

 

To chyba przez takich grafomanów jak ja wymiera to dramatopisarstwo. Dramat niesceniczny i aczytalny. Przede wszystkim jednak DRAMAT.

 

Jakiś mężczyzna mówi mi, że wolałby być zwierzęciem. Czemu akurat mi? 

 

Czwartek 15.V. roku pańskiego [czyli Waszego?] 

 

Didaskalia te same, co wczoraj, dziś jednak nikt mi się z niczego nie zwierza. Ciężko mi ruszać ciałem. Może umarłem? 

 

Piątek 16.V. roku pańskiego [czyli… chyba mojego?] 

 

Dziś odzyskałem wszystkie wspomnienia, o których sądziłem, że są już nie do odratowania. Najbardziej cieszę się ze wspomnień o naszym pierwszym widnokręgu, horyzoncie, pocałunku, zlepieniu, przeziębieniu, filmie, butelce, kamieniu, rzece. Najmniej z tego o hostii rozpływającej się w agnostycznych ustach. 

 

Usłyszałem nową muzykę i drylowałem czereśnie. A potem zjadłem jednego i jedną ósmą pieroga. 

 

Sobota 17.V roku pańskiego [czyli mojego!] 

 

Usłyszałem dziś coś, ale nie za bardzo chcę się tym dzielić z nieznajomymi. To były w gruncie rzeczy ładne słowa. Ładne, ale niezbyt mądre. Z wątpliwą zawartością merytoryczną, przepraszam, kaloryczną. Nie miałem ochoty dodać ich do mojego jadłospisu, ale chciałem mieć je na języku. I nigdzie więcej. Nie mogłem pozwolić by stały się częścią mnie, mojej wątroby, krwi, przełyku, kości ogonowej. To jedne z tych słów, które traktuję jak bulimik, rozgryzam je, delektuję się smakiem, a potem wypluwam. A jeśli przypadkiem je połknę, natychmiast wsuwam dwa palce głęboko w gardło. 

 

Sentymenty dudnią w uszach i mówią coś o 8. klasie? Muszę kończyć, nie mogę rozwinąć wątku. Ale przynajmniej wiecie coś o ładnych, ale niezbyt mądrych słowach.

 

była noc 

i był jeden, cienki papieros skręcony w 

niestety 

fabryce 

i była też prokrastynacja wyjątkowo mało łez 

i zwyczajnie mało snu

 

Morgan Toporyński - poeta i fotograf. W niezwykle rzadkich chwilach ,,wolnych" stawia tarota, słucha polskiego punkrocka i realizuje archetyp włóczykija. Od niedawna aktywny również na deskach teatru. Zafascynowany filozofią starożytną, historią literatury i zachodnim ezoteryzmem. Można go znaleźć na Instagramie na koncie  @toporynskii.