19 marca 2023

Dyskoteka kaloryferów
Przemysław Znojek

Wersja audio

 

W Miasteczku, które odwiedził Ginsberg, żyje po dziś dzień jeden niezwykły kaloryfer. Stojąc samotnie w prawym dolnym rogu niewielkiego pokoju, którego ściany pokrywała tandetna tapeta w żółto-czarne kapryśne wzory, połączony był z betonowym blokiem dwiema, kiedyś białymi, a dziś bardziej szarymi rurami i marzył o towarzyskich eskapadach równych tym, które niejednokrotnie odbywały się w mieszkaniu. W mieszkaniu na pozór nudnym, gdzie lokator o wyglądzie emerytowanego docenta historii uparcie przestawiał meble, szurające  przy tym niemiłosiernie, wyklinając wciąż kogoś niewidzialnego za los, który mu zgotował. Za dnia starszy mężczyzna przeprowadzał wciąż nowe rozdanie, zwane przez niego umeblowaniem, przekonany, że dzięki temu osiągnie w końcu upragniony spokój ducha. Natomiast wieczorami prowadził te swoje rozmowy z przejrzystą butelką, początkowo mówiąc stonowanym głosem, z czasem jednak przekształcającym się w doniosły krzyk. Moment otrzeźwienia następował, kiedy docent wstawał z zapadniętego, skórzanego fotela, prosił kogoś niewidzialnego do tańca i tak w rytmie walca unosił się po pokoju, utrzymując przy tym postawę godną wiedeńskiego arystokraty. Jedyny świadek tych nocnych uniesień – kaloryfer – wierzył, że dane mu będzie kiedyś spotkać się z innymi kaloryferami tego bloku. Urządzi wtedy dyskotekę, inną niż wszystkie, bo nikt dotychczas nie słyszał o dyskotece kaloryferów. Jego myśli skupiały się tylko wokół wymarzonego spotkania, tak usilnie próbował wyobrazić sobie sceny, które będą rozgrywać się w pokoju, że aż maksymalnie odkręciło mu się pokrętło, chwilę później w pokoju zapanował zaduch. Kaloryfer ledwo widział na zaparowane oczy, ale to, co udało mu się przed sobą ujrzeć, nigdy wcześniej nawet sobie nie wyobrażał. W parze z gotującej się wody ukazał się świetlisty trójkąt, a w nim twarz do złudzenia przypominająca Timothy’ego Leary’ego. Amerykanin uśmiechnął się do niego, po czym rozpoczął dialog:

 

– Mój drogi Kaloryferze, znam dobrze twoje pragnienia, powiedz, jak bardzo zależy ci na ich spełnieniu? 

– Bardzo, bardzo, bardzo! Dyskoteka dla kaloryferów, to moje marzenie! – odrzekł. – Jak wiele jesteś w stanie poświęcić, żebym mógł pomóc ci spełnić tę wizję? – dopytywał trójkąt, przypominający twarz Timothy’ego Leary’ego.

– Wszystko! Bez wątpienia wszystko! 

– Zatem niech się dzieje. – I trójkąt z twarzą Timothy’ego Leary’ego zniknął, a pokój nagle stał się zupełnie ciemny. Gdy wróciło światło, pomieszczenie wypełniło się po brzegi kaloryferami, były nie tylko w pokoju, całe mieszkanie pełne było mniejszych i większych kaloryferów. Wyczekiwani goście bawili się, przewracali, tańczyli. W tle grała muzyka, a refren piosenki powtarzano wieloma głosami: „ona jest ogniem, spala się w nocy w prędkości światła, ona jest ogniem, ciepło bije spod jej stóp, ona jest ogniem, ogniem, ogniem”. Kaloryfer-Gospodarz zachęcał do wspólnej zabawy, sprawdzał się w roli wodzireja, a także kelnera, dolewając zgromadzonym gościom wrzącej wody wprost z czajnika elektrycznego. Kaloryferiada trwała w najlepsze! Wraz ze zbliżającym się nastaniem świtu, kaloryfery poruszały się coraz wolniej, ledwie wykonując zauważalne ruchy, wydawało się, że zatrzymały się teraz w miejscu. Ucichła muzyka i głosy, światło stało się ciemniejsze jak za sprawą abażura, a na zewnątrz mozolnie wstawał niedzielny świt. Kaloryfer-Gospodarz przymknął na chwilę zmęczone powieki, a gdy je otworzył, pokój wyglądał jak zazwyczaj. Rozglądał się w poszukiwaniu gości, jednak nikogo ze zgromadzonych wcześniej nie zastał w mieszkaniu Tylko starszy mężczyzna rozpoczął rytuał przesuwania mebli. 

 

Dzień później pod klatką schodową pojawił się ogromny samochód ciężarowy z czerwonym, drukowanym napisem ZŁOMOWISKO. Robotnicy szybkimi, sprawnymi ruchami odkręcali stare kaloryfery i wynosili je do furgonetki, gdzie układali trumny blisko siebie. Potem miały trafić na wspólny, zapomniany cmentarz, zwany podmiejskim wysypiskiem. 

Dźwięk dzwonka rozległ się w całym mieszkaniu. Docent pośpiesznie otworzył. 

– Dzień dobry, wymiana kaloryferów. –  powiedział jeden z robotników. 

– A to trzeba wymieniać? Są sprawne. Dajcie panowie spokój, pomóżcie lepiej przesunąć tę szafę do drugiego pokoju, o tam…

 

Przemysław Znojek – literaturoznawca, bohemista, historyk kultury. Interesuje się problematyką mniejszości narodowo-etnicznych w obrębie literatury. Zarówno w działalności badawczej, jak i próbach prozatorskich, poszukuje odpowiedzi na pytanie: kim jest człowiek-inny, wyobcowany, żyjący na peryferiach społeczeństwa. Publikował w Akancie, Helikopterze oraz w Gazecie, która musi się ukazać. Można go znaleźć na Instagramie na koncie @przemoo.zet.