Na parkiecie dudni takt
Nie kroków
I nie marszu
Marsz już nie wystarcza
Wyczerpał się
Wykoleił
Żałobny kondukt
Jak wyrazić ich lament?
Tylko skacz
Zaciśnięte oczy
Uchylone usta
Wgłąb wlewa się poblask różowego światła
Wędruje
Otula
Ledowa żarówka składa pocałunek na moim czole
Na moich oczach
Rozwiera mi usta
Podobno
Jeśli skupi się wystarczająco mocno
Wyczuje się puls tętniącej życiem ziemi
Skupiam się
Stopy mnie mrowią, lecz to nie puls, nie tętno i nie życie
Uziemia mnie jedynie bas mruczący na posadzce
To jest żałoba rozczarowująca
Wypacam ją
Krople potu, które mogły stać się łzami
Nie stały się
Nie stałam się sobą
Nie staliśmy się
Tylko tańcz
Ty mówisz, że nie umiesz tańczyć i drgasz
Czarne tkaniny w pokracznym korowodzie
Patrzę na własną wyblakłą znacznie bardziej
Starość tej sukienki otwarcie mnie piętnuje
Wciskam pięści w brzuch i wreszcie postanawiam
Wyrzucę ją
Niech zniknie dowód na to, że słońce kiedyś grzało
Kołnierze drapią
Szpilki uciskają
Teraz rozumiesz
Tylko skacz i tylko tańcz
Nie ulżysz sobie
Pozwól sobie wejść w żałobny kondukt
Jak wyrazić swój lament?
Cicho
głośno już było
Wolno
zaraz przeminie
Pusto
wciąż są skłębieni
i padną koło siebie po nocnym rytuale
przykryci cienką warstwą różowego światła
Zaciśnięte oczy
Uchylone usta
Z nich wypływa świst i drżenie na posadzce