12 kwietnia 2026

Król PowerPointa
Stanisław Tarnowski

Wersja audio

 

Żuławy są płaskie jak pierwsza wersja pliku, nie ma gdzie się schować, wiatr przelatuje przez człowieka jak przez niedomknięte okno w pociągu. Wtedy wierzyłem w ruch, że coś mnie wyniesie, jak źle wklejone zdjęcie nad krawędź slajdu. 

 

Warszawa nie była miastem, była aspiracją, animacją przejścia. Fade in, fade out i już byłem.

 

Oto jestem, Mokotów, WSM, stara kamienica trzyma pion z przyzwyczajenia, na klatce schodowej pachnie mokrym psem i rosołem, studenci palą jointy w ogródku. 

 

Noszę kurtkę Adidas z lumpeksu, jest szybka i kolorowa. Rower mam bez przerzutek, błękitna rama zadaje sznytu. Łagodnymi dryftami przemierzam Warszawę. Jakbym lewitował. Moja mała wielka przyjemność. Moment, kiedy odpoczywam od białego światła ekranów. 

 

To jak mantra – mijam auta w korku na Rakowieckiej, robię kardio na kładce obok Biblioteki Narodowej, staram się zdążyć przy światłach na RJP, Wilczą przejeżdżam na czerwonym, z Mokotowa do Śródmieścia, z Łowickiej do Nowogrodzkiej. 

 

Miasto powtarza się jak slajd z logotypami partnerów. 

 

Kreacja i client service lekko pochyleni nad sobą, jakby coś wspólnie projektowali.

Mówią: dowieźć, skalować, przepiąć.

Mówią: marka musi oddychać.

 

Oddajemy jej tlen.

 

Mój pies ma szyję po metalu, czasem śni mu się szarpnięcie, czasem budzi się i patrzy, czy jeszcze tu jestem.

 

Jestem.

Włóczymy się nocą po Polu Mokotowskim, kiedy inne psy poszły już spać, szukamy razem spokoju. 

 

PowerPoint jest ciepły od palców, ślizga się pod opuszkami, jak kamień, który ktoś wygładził wodą, slajd po slajdzie, klik po kliku.

 

Niech żyją brandy!

Niech będą relewantne,

niech target rezonuje,

niech awareness wlewa się do lejka,

niech performance wypluwa konwersję,

niech rośnie wykres,

niech będzie jasno,

niech będzie spójnie.

 

amen

 

Pracuję dla drogerii, w której jest zawsze korzystnie, więc pierdol te swoje promocje.

Pracuję dla telkomu, przez którego światłowód zawsze coś płynie – moja matka, mój stary i duch święty.

 

amen

 

Na kolejnym slajdzie układam zdjęcie kobiety w półprofilu, jej twarz jest obietnicą, mężczyzna biegnie przez rzepak, dziecko trzyma kabel jak źdźbło. Gradient rozciąga się jak świt na żuławskiej depresji, font ma charakter, a marka tonalność, kreacja musi być w strategii.

 

Rano budzę się i przez chwilę widzę siebie w stopce – małe logo w prawym dolnym rogu. Na slajdach: mój pies uwiązany na łańcuchu, kradną rower, landlord podnosi opłaty, z knajp stać mnie już tylko na bary mleczne, może będę musiał przeprowadzić się na Ursynów, a do śródmieścia jeździć metrem.

 

Z każdym rokiem czas przyśpiesza – dni do tygodni, tygodnie do miesięcy. Żyję, żeby transferować pieniądze z jednego konta na drugie, między pracodawcą a landlordem. Robię slajdy, żeby spłacać czyjś kredyt.

 

Nogi mielą asfalt, a miasto się nie sprzeciwia. Obserwuję murale przy Polnej, reklamy na MDM, jakby też były prezentacją.

 

Czasem świat zamienia się w bullet pointy:

– pies

– rower

– kładka

– światło

– prezentacja

– pies

 

i wszystko ma krótką nazwę pliku

 

final_v9

ostateczna

poprawki

do wysyłki

spierdalaj.

 

W biurze cisza gotowa przyjąć wszystko, ludzie mieszkają w okienkach na Google Meets, są komentarzami w chmurze, współdzielonymi plikami.

 

Nagłówek wyżej. Zdjęcie daj większe.

Cień bardziej subtelny.

Call to action mocniej.

Kiedy przesuwam elementy, mam wrażenie, że ruszam z nimi, nie widać tego, ale czuję opór, jak przy jeździe pod wiatr.

 

Wjeżdżam w new biznes, ale bym tak sobie porobił reklamki.

Z góry przybywa zarządzenie, przynieście mi markę cukierków na tacy, opakowanie, które ma się śmiać. Cukier ma kolor, ma być odważny, ma się wyróżniać w tłumie innych kolorów.Mówią o zabawie, ale w sali jest cicho, mamy za mało czasu, za dużo zadań i innych klientów. To zrób to z AI’em, Chat ci pomoże.

 

Pierwiastek FUN – wydobywają go pasywno-agresywne komentarze, rysujemy uśmiech w pikselach, podkręcamy światło, aż zaczyna boleć, ktoś chce, żeby było lżej, ktoś, żeby było grubiej, ktoś, żeby przebiło się przez półkę. Mówią o DNA, jakby marka miała ciało, jakby dało się je rozciąć i zobaczyć, czy w środku jest zabawa. Dodajemy więcej koloru więcej powietrza więcej dziecięcości, aż wszystko zaczyna się kleić. Wykres puchnie.

 

Żuławy wracają, płaskość rozlewa się pod powiekami, nie ma wykresu, nie ma animacji, tylko szum – wiatr i morskie fale. 

 

Wieczorem rower – ścieżka – most – światło, pies biegnie obok, nie zna lejka, nie zna zasięgu, nie wie, czym jest love brand. Choć każdy love brand chciałby być takim pieskiem.

 

Czasem, kiedy gaszę komputer, mam wrażenie, że nie zamykam prezentacji, tylko przechodzę w tryb prezentera. Ja znikam, slajd zostaje. Czasem wstawiam siebie, rower jako symbol autentyczności, psa jako element ocieplający komunikację, Mokotów jako kontekst aspiracyjny.

 

Układam swoje życie w deck,

slajd: lifestyle

slajd: wartości

slajd: balans.

Senior wraca z feedbackiem. Mówi, że moja tonalność jest niespójna, że jest za mało bold, że nie jestem w DNA marki. Więc przesuwam psa w lewo, rower w prawo, usuwam kolorową kurtkę z kadru, dodaję hasło: bliżej. mocniej. szybciej. SPORT YES!

 

Na chwilę wszystko wygląda dobrze, ja – też. Aż nawet most ma swój tagline, aż nawet Żuławy dałoby się sprzedać jako przestrzeń do wzrostu.

 

A ja stoję w prawym dolnym rogu, małe logo wciąż aktualne. Twarz ta sama, tylko bardziej zmęczona, wąs zamiast brody, czapka żółta zamiast czerwonej, matcha zamiast kawy.

 

Aż wszystko staje się przejściem, między jednym a drugim. Bez początku, bez budy i łańcucha, puszczony luzem bez kagańca.

 

Wszystko staje się przejściem i zostaje tylko miękkie wygaszenie ekranu.

 

Stanisław Tarnowski – Warszawiak, który dorósł na Żuławach. Autor, twórca filmowy, field recorder. Reżyser nagrodzonego na Alternative Film Festival w Toronto filmu Po deszczu. Jego prace z zakresu field recordingu emitowano w Radiu Kapitał oraz opublikowano w Społecznym Archiwum Warszawskiej Przyrody Fundacji Puszka. Szwędacz, fan wędrówek pieszych i rowerowych. Psiarz. Czynsze opłaca pracując jako strateg w agencji kreatywnej.  Można go znaleźć na Instagramie na koncie @_sludwik.