07 kwietnia 2024

Milonga, vieja milonga
Jowita Jakubiak

Wersja audio

 

Milonga jest brutalna. Każdy z nas, tangueros, to wie. Choć posyłamy sobie uśmiechy, wykrzykujemy imiona, taneczne przydomki, choć całujemy się w policzki i wymieniamy grzecznościami, nikt nie przyzna, że dusi go własna przyziemność, że drżą mu nogi, a wino, które trzyma w ręce jest tylko atrapą nonszalancji, stresowym nałogiem. Pozór opanowania to obowiązkowa maska; bez niej nie zaproszą do tańca, a to najbardziej bezwzględny atak.

 

Milonga wymaga poświęceń. Głowa wysoko, spojrzenie pewne, uśmiech rozbrajający. Przywitaj się z jednym i drugim, załóż nogę na nogę, wyprostuj się, błyszcz, panuj nad mdłościami. Wytrzymaj marznące dłonie, napięty brzuch, rozsadzający od środka zamęt. Stań się zaprzeczeniem prawdy o sobie.

Milonga to pole walki – nie ma tu miejsca na lęk. Niepewność dyskwalifikuje uchwycenie właściwego cabeceo. Odsłonięte plecy, wycięte sukienki, Tangolery, wyperfumowane koszule, szerokie spodnie w paski – niby cechy rozpoznawcze tanecznego statusu.

 

Dla mnie? Barwy wojenne.

 

Gdy nie tańczę, przypatruję się każdemu z nich. Znam wszystkich, większość z widzenia. To małe miasto. Od lat słucham historii, tych samych historii o porzuceniu, zdradzie, kłamstwie. Kto komu, kto z kim, dlaczego, co, kiedy, gdzie. W powietrzu nie unosi się zapach potu. Czuć jedynie zaduch samotnych ciał, uderzających o siebie w ciasnej rondzie. Ciał, które trzymają się w objęciu przez kilka utworówtandy, po czym dziękują sobie i przywdziewają wyuczoną obojętność. Kontrolowanie emocji jest oznaką szacunku. Nikt nie chce nikogo przytłaczać swoją samotnością. Chcemy być blisko, ale nie wiedzieć zbyt dużo. Chcemy się dotykać, ale tylko gdy rozbrzmiewają tanga. To bon ton tanecznej intymności.

 

Wielu próbuje to spłaszczyć, wyśmiać, zapanować nad wpływem tanga na system nerwowy – ja również jestem jedną z nich. Mam jednak w sobie na tyle rozsądku, by tanga nie prowokować, nie próbować mu nic udowodnić. Ono i tak zrobi ze mną swoje. A milonga? Ta stara jak świat milonga widziała wszystko.

 

Wchodzę na parkiet ostrożnie. Poddaję się własnej tęsknocie. Już się z nią nie siłuję, to przeszkadza w tańcu. Trzeba pozostać w nim szczerym. Szczerość budzi zrozumienie, uzdrawia serce. A ja po prostu, ponad wszystko, pragnę tańczyć. Objęcie tancerza jest jak pakt; powitanie z myślą o pożegnaniu, radość łącząca się ze smutkiem, spokój pełen zmartwień. Zgadzamy się na wkroczenie do swoich samotni i cokolwiek w nich zobaczymy, zostaje w tańcu, gaśnie z ostatnim dźwiękiem. Póki tańczymy, dzielimy ten sam puls, zgrany rytm, jednakowy oddech. Rozkwita w nas melodia, drżąca w naszej wspólnej krwi. Jesteśmy niezwyciężonym, wirującym pięknem.

 

Tango kusi. Zawodowo mąci w głowie. Uzależnia jak narkotyk w przebraniu suplementu diety. Powtarzano mi, że to nie wina tanga, że to tancerze czynią go takim, jakim nie jest naprawdę. Tylko co na to teksty tang? Ta krew na podłodze, bójki za barem, zardzewiały nóż, czyjś krzyk? Co na to ich puste spojrzenia, spięte ciała, czarne wachlarze? Co na to moja złość i łzy?

 

Gdy ktoś odchodzi z tanga, nie muszę pytać dlaczego, znam bezmiar powodów. Lęk przed parkietem, bezlitosna rywalizacja, pieniądze, dużo pieniędzy, które tango pochłania, ale o najgorszym nikt nie chce mówić zbyt głośno: lekkomyślne zakochanie, bezprawne pożądanie, miłość bez pokrycia.

 

Tango to szczególny taniec. Niewiele trzeba, by stało się przewrotnym narzędziem w rękach tego, kto bawi się nęceniem rozmarzonych umysłów. Chwila nieuwagi, moment słabości, doprawione liryzmem tanga, to jak zaprosić do łóżka rozszalałą burzę. Serce w kieszeni, później gdzieś zagubione, w środku nocy, na moście. Potem wstyd, złość, okrutne milczenie.

 

Wiele tang o tym śpiewa. Nie musisz znać hiszpańskiego ani lunfardo, by zrozumieć przestrogę. Wsłuchaj się w to zawodzenie skrzypiec, w skarżące się głosy cantorów, w jęk miechów bandoneonu.

 

I spróbuj zatańczyć, jeśli się odważysz.

 

Tylko nie mów, że nie ostrzegałam.

 

Słowniczek tangowy

 

Milonga to zarówno styl tanga (szybki, rytmiczny, pełen życia), jak i utwory tangowe (o zupełnie innym rytmie i dynamice niż tango i tango walc). W dyskursie tangowym tego słowa używa się również jako określenia imprezy tanecznej, na której tańczy się tango.

 

Tanguero to osoba tańcząca tango lub jego miłośnik.

 

Cabeceo to sposób zaproszenia do tańca ograniczający się jedynie do spojrzenia i ruchu głową (skinienia w akceptacji, bądź odwrócenia wzroku w odmowie). To argentyńska tradycja, której przestrzega z namaszczeniem każdy z tangueros (jeśli, oczywiście, chce być wzięty pod uwagę).

 

Tangolera Shoes, zwane w Polsce Tangolerami, to buty tangowe ekskluzywnej włoskiej marki o doskonałej jakości, uwielbiane przez tancerki tanga.

 

Ronda, jak sama nazwa wskazuje, to okrąg, którego torem poruszają się tańczący, w stronę przeciwną do ruchu wskazówek zegara, zupełnie jakby chcieli cofnąć czas.

 

Tanda, czyli trzy lub cztery utwory tanga, tango walca lub milongi, rozdzielone cortiną, neutralnym muzycznie przerywnikiem, w czasie którego tancerze zapraszają kolejne osoby do tańca (lub tę samą, co ma osobiste, często romantyczne, zabarwienie).

 

Bandoneon, zwykle mylony z akordeonem, jest świętym instrumentem tanga. Na początku XX wieku zyskał w Argentynie ogromną popularność. Po dziś dzień jego charakterystyczny dźwięk jest dla wielu tożsamy z brzmieniem tanga.

 

Jowita Jakubiak – obecnie studentka studiów magisterskich na poznańskiej Filologii Francuskiej. Specjalizuje się w literaturze francuskiej i frankofońskiej, lecz w rzeczywistości pasjonuje się literaturą z całego świata. Sądzi, że miłość do książek zrodziła w niej wspaniałą wrażliwość językową, którą pielęgnuje, pisząc. Sprowokowana chęcią zawładnięcia słowem, stara się ukazać w swoich tekstach kompleksowość otaczających ją zjawisk społecznych, jak i wyłuskać z życia ukrytą w nim prawdę. Można ją znaleźć na Instagramie na profilu @erikameguide.