Babcia rozmawia z Danutą (swoją siostrzenicą) o bluzkach z żorżety,które Danuta jej pożyczyła. Te bluzki były kupione w 2007, z myślą o pogrzebie wujka (ojca Danuty). On zmarł zimą, więc się nie przydały.
Tyle lat przeleżały w szafie, ale to jest dobry gatunek. Żorżeta.
Bluzka jest jak znalazł, dobrze leży. Babcia jest zadowolona.
Idzie sprawdzić, czy przyjechał autobus. Zamówiła kierowcę, żeby woził nas do kaplicy, kościoła i na stypę.
Nie ma jej chwilę, idę za nią wyjrzeć.
Jesteśmy same na klatce.
Wykorzystuję ten moment, żeby zapytać ją o powód zgonu taty.
Mam plan:
Nawiązuję do sytuacji z sekcją dziadka.
Potem pytam, czy tata miał sekcję. (Nie miał.)
Potem pytam, jaki ma wpisany powód zgonu.
Babcia mówi, że kiedyś mi pokaże.
Jak zwykle mówi „kiedyś”, jak groźbę.
Jak „ja Wam pokażę”.
Ona myśli, że wie coś, czego my nie wiemy.
Że ona wie, co mu było, a my to przespaliśmy.
Jakbym nie pamiętała drabinek w szpitalu, których musiał się łapać, żeby wstać,
albo butelek wciśniętych za łóżko
i kolekcji szklanek promocyjnych z wina Cin Cin.
Babcia daje nam po 10 zł na tacę.
Mówi, że ksiądz jej powiedział, że taca ma być lekka.
A więc banknoty.
Jestem zniesmaczona. Pytam, czy serio tak powiedział. Mówię, że jak tak, to ja mu nie dam na tacę.
Zbieramy się do wyjścia. Każda z ciotek powtarza kilka razy, żeby zamknąć wszystkie okna.
Żeby posprawdzać.
Nie przyznaję się, że u mnie domyślnie balkon jest otwarty na oścież.
Teraz też.
Jedziemy busikiem na czuwanie. Pytam siostry, kto jest kim.
Nie poznaję nikogo.
Pewnie ostatnio widziałam te osoby na pogrzebie ojca.
Czuję, że muszę szeptać, bo za mną siedzi facet, który jest rodziną, ale nie wiem jaką.
Tak naprawdę wcale nie muszę szeptać, przecież on też nigdy by nie zgadł, kim ja jestem. …Kuzyn mojego ojca.
Zaczęłam teraz pisać „ojciec”, bo takiego słowa na tatę użył przed chwilą mój brat. Że ostatni raz byliśmy u rodziny w K., „jak ojciec żył”. Nigdy z nim o tym nie rozmawiałam.
Ani za bardzo o niczym. On nic nie mówi.
Dojechaliśmy pod kaplicę. Przez otwarte drzwi widzę, że w środku jest dziadek. Trochę mną wstrząsnęło, bo kompletnie nie jestem w pogrzebowym humorze. Włączył mi się komizm tej sytuacji, to głównie przez te żorżety.
Stoję chwilę przed kaplicą. Jest bardzo gorąco. Mówię Martynie, że na pogrzebie taty też było ciepło. Pytam, czy pamięta.
Ona mówi, że nie.
Ja mówię, że pamiętam, bo to wydaje mi się jakieś nienaturalne, żeby iść w krótkich ciuchach na pogrzeb.
I że świeci słońce.
Wchodzimy do kaplicy.
Jesteśmy przy trumnie. Babcia mówi, że dziadek ładnie wygląda w tej marynarce, ale że ledwo w nią wlazł,
„ona jest na 118” - mówi.
Doskonale wiem, o co jej chodzi, ale dopytuję: „118 czego?”.
„118 cm”.
Babcia jest krawcową.
Chwali granatowy krawat i mówi, że jest lepszy od tego beżowego w ciapki, który miała.
„No, powiedziałabyś, że on nie żyje?”
Rzuca pytanie, trochę w eter, trochę w stronę Gośki (drugiej siostrzenicy).
Nikt nie odpowiada.
Myślę sobie, że ja bym powiedziała, że on nie żyje i pewnie inni też by tak powiedzieli.
Przecież on nie żyje.
Babcia dotyka dziadka po twarzy. Jego twarz porusza się jak przedmiot, nie jak ciało.
Nie mogę na to patrzeć.
Patrzę na Alicję, płacze.
Ja nie.
Babcia prosi, żeby poprawić dziadkowi głowę. Pan z zakładu pogrzebowego przynosi dodatkową poduszkę i zbliża się, żeby mu ją podłożyć. Odwracamy z Alicją wzrok.
Danuta mówi, że zacznie odmawiać różaniec.
Odmawia. Dość szybko i głośno.
Brzmi jak wiedźma rzucająca złe zaklęcia, bardziej niż ktoś żegnający bliską osobę. Jest jak katarynka.
Mówi, że dziś czwartek i że dlatego będzie taka i taka modlitwa. Kompletnie nie znam się na kalendarzu modlitw.
Po chwili przestaję jej słuchać. Mam wrażenie, że ten różaniec nigdy się nie skończy.
Sufit tej sali jest czarny i błyszczący, są w nim małe diody – jak gwiazdki. A pośrodku, z tej czerni wyłania się duże owalne zdjęcie błękitnego nieba i chmur.
Dziadek odbija się w błyszczącej czerni.
Po kaplicy lata mucha. Siada na dziadka twarzy. Gosia ją odgania.
Danuta zapowiada kolejną modlitwę. Ile jest tych koralików na różańcu? Patrzymy na siebie z Alicją. Nie dajemy rady. Daje mi znak, że wychodzi na dwór. Idę za nią.
Jesteśmy na dworze. Mówi, żebym patrzyła, czy babcia idzie, bo pali fajkę.
Podchodzi do nas Tomek, pyta co za gówno pali Alicja i po co. Ona mówi, żeby się lepiej zapytał „co na grzale”. Śmiejemy się.
Widzę, że idzie babcia. Daję sygnał Alicji. Babcia jest zmartwiona tym, że wyszłyśmy, więc wracamy do środka. Dla świętego spokoju.
Wracając, gadam z Alicją o pogrzebie taty. Obie pamiętamy, że wtedy też tak było - ciotki odprawiające modły nad trumną.
Siadam obok Tomka. Pytam, czy na pogrzebie taty wszedł do kaplicy, żeby zobaczyć go w trumnie. Wszedł. Pytam, czy pamięta, że wtedy też były takie nawiedzone wiedźmy nad trumną. Pamięta, ale nie pamięta, żeby tak długo to trwało.
„A co jeszcze pamiętasz z pogrzebu?”
„Pogrzeb”.
Babcia zagląda do książeczki pod dłońmi dziadka. Chyba coś tam wkłada?
Podchodzi Danuta. Babcia pyta: „No lepiej tak z tą poduszką?”. Ja też podchodzę do babci. Pytam, co tam włożyła. Muszę powtórzyć kilka razy, bo słabo słyszy.
Obrazek od kapelana.
Zbliża się czas transportu na cmentarz. Ekipa od trumny prosi, żebyśmy wyszli.
Czekamy na dworze. Babcia mówi, że u taty zamykali trumnę z ludźmi w kaplicy, że nie wypraszali. „Rękę by mi przytrzasnęli”.
Zawsze jest dobry moment, żeby przypomnieć o męczeństwie.
Jedziemy busem do kościoła. Jest z nami Aldona (to chyba sąsiadka?). Mówi, że dziadek ładnie wyglądał, jakby sobie spał. „Wiadomo, że kolor skóry nie ten, ale tak to ładnie.”
Jesteśmy głodne. Zjadamy batona na pół. Alicja zawiązuje na środku papierka supełek. Robi z papierka kokardkę. To coś, co zawsze robił nasz tata. I ona też tak robi. Ja nie.
Wchodzimy do kościoła. Siadamy z babcią w pierwszym rzędzie. Babcia przegoniła Danutę na ławkę za nami. Wydała mi się przez to niezadowolona.
Mamy jeszcze pół godziny do mszy. Babcia mówi: „nie mogłaby wcześniej być ta msza?”.
Danuta odpowiada nakazującym tonem:
„MÓDLCIE SIĘ”.
Zaczyna grać muzyka. Trąbka.
Kończy się.
„Zagraliby co jeszcze”, mówię do Alicji.
Śmiejemy się.
Siedzimy chwilę, patrzę na rękawiczki, które ktoś pewnie zgubił. Myślę o tym, że nie jestem do końca w swoim ciele. Ostatnio.
Trębacz znowu zaczyna grać.
Przestaje.
Zaczyna.
Jeszcze raz nawiedza mnie myśl o rękawiczkach. I o ich właścicielce. Trochę bez sensu, że ciągle leżą przełożone o oparcie ławki. Raczej nikt po nie nie wróci. Jest lipiec. Ile tu leżą?
Wchodzi ksiądz.
Opowiada o czasie. Że jest go mało i szybko płynie. Mówi, że kiedyś usłyszał takie piękne zdanie: „za pieniądze możesz sobie kupić zegar, ale czasu nie”. Mamy inne definicje piękna, ale ogólnie to szanuję go za te rozkminki o czasie, bo ostatnio też ich dużo mam.
Babcia i cała jej rodzina idzie do komunii.
„Ale święci”, mówię do Alicji i żartuję, że my powinniśmy siedzieć w tylnym rzędzie.
Jedziemy na cmentarz. Jesteśmy bardzo głodne.
Aldona w autobusie mówi, że tak ją ugryzł komar, że smaruje, że swędzi bardzo. Arek (brat babci) opowiada, że trzeba suszarką przygrzać, że ciepła temperatura rozpuszcza toksyny. Tylko żeby się nie poparzyć. I że to od razu trzeba.
Podoba mi się, że trębacz nadal jest z nami. Grabarz w roboczych ogrodniczkach podaje księdzu kropielnice i popiół. . Jest młody. Potem chowa wszystko do kieszeni.
Trójka grabarzy (dwóch starych i jeden młody) w pełnym słońcu zasypuje trumnę piachem. Chwilę to trwa.
Babcia marudzi, że mieli ten dół wykopać na płytko. A jest na głęboko. Pyta, czemu tak głęboko.
Układają kwiaty, babcia narzeka, że zrobili to brzydko. Poprawiam je, piach wlatuje mi do buta.
Wracamy. Między grobami leży ulotka. Podnoszę ją, że niby jestem taka dobra i zbieram śmieci z ziemi. Ale tak naprawdę wiem, że mnie rozbawi, mam taką intuicję, bo znam ten rodzaj ulotki włożony do torebki strunowej. Chcę sprawdzić, co na niej jest.
Maszynowe szlifowanie nagrobków z lastriko www.odnawiamynagrobki.pl
WAZONY
KRÓTKIE TERMINY
Wysłanie zdjęcia nagrobka umożliwia zdalną wycenę usługi.
ZLECENIA: 32/25-25-320
Nagrobek po szlifowaniu wygląda jak nowy i staje się ŁATWY W MYCIU na lata.
tablicenapisowe@o2.pl
32/25-25-320
Wyrzucam ulotkę do kosza przepełnionego sztucznymi kwiatami i pustymi wkładami do zniczy.
Babcia przeżywa ten dół. Mówi, że jakieś niepociumane te grabarze… Mieli na płytko, żeby nie zahaczyć o Jacka. Ale że „może i dobrze, bo ja będę na dziadku. A będzie jeszcze miejsce, jakby kto się chciał pochować”.
Tomek ściąga w busie marynarkę. Babcia mówi, że na stypie, na sali jest wentylacja „to se ubierz, to będziesz taki ładny”.
Na stypie siedzę obok Gosi. Pierwszy raz rozmawiam z nią jako dorosła osoba. Podoba mi się jej energia, humor i mądrość. Zaprasza mnie do K. To miłe, ale wiem, że nie przyjadę. Dowiaduję się od niej, że ten trębacz to taka tradycja rodziny od strony babci. Że babcia go zamówiła.
Po stypie odprowadzamy babcię do domu. Mówi, że jest zaduch, bo wszystkie okna pozamykane.
Robię zdjęcie aktu zgonu. Muszę okazać w kadrach.
W głowie mam: „ciach dziadka w piach”.
Ola Jankowiak - działaczka i edukatorka kultury. Urodzona (w Zawierciu), by leżeć na łące, pisać i czytać. Zmuszona, by pracować na etacie. Wojowniczka miłości i empatii. Just a girl. Motto: „śmierć frajerom”. Można ją znaleźć na Instagramie na koncie @olaluciola .