08 października 2023

poemat przez lustro
Łukasz Szmaja

Wersja audio

 

widziałem umysły mojego pokolenia przerażone

histeryczne nagie przemęczone

rozkaszlane tumanione zastraszane

wyprane oświecone

włóczące się przez miasta okien przez doliny drzwi

spływające wyschniętymi podłogami

wypływające na bezkresne sufity

modlące się do żołądków o cienkie jutro

o prąd o wodę o ścianę

o buty o święty obrazek

o pocztówkę z telewizyjnych krain

bez spodni bez koszul bez znaczenia

klik klik

klik klik klik

 

widziałem jak ignorują pogłoski lekceważą ostrzeżenia

krowie świńskie kurze śledzą oczy

fabrykują pogłoski kartkują instrukcje

z wzorów na dywanach czytają historię

wyratowane z tłumu zapędzone do cel

 

widziałem jak sprawdzają co minutę czy zgadza się godzina

czy ziarenko piasku nie zacięło mechanizm

uczy jest gdzie uciec?

czy działa winda?

czy nie zniknęły schody?

czy nie aresztowano świata?

 

widziałem nowe i nowe i nowe i nowe

i retro i retro i nowe retro

i retro nowości i retro klasykę

i klasykę nowości i nowości klasyki

nagie Ewy po tysiąc razy obnażone

i nagich Adamów skutych kajdankami

w imię kofeiny, guarany i tauryny

amen

 

widziałem jak duchy unoszą się nad ściekami percepcji

Hare Kryszna Hare Online Hare Rama Hare Trans

sunące w karawanach rozpaczy przez pustynie wykładzin i parkietów

gubiące się w śnieżycach kurzu

czekające między szkieletami krzeseł z piachem w oczach

póki z fatamorgan nie ułoży się statystyczne samobójstwo –

ich żelazna kolej

 

zadurzone we wrogach i zadłużone u przyjaciół

zasilające kościoły protestujących konsumentów

a nowe fortuny starych graczy rosły tak czy inaczej

kto nie pracuje ten niech nie je

widmo krąży przerwanej ciąży

dzieci się nudzą deszcz wraca do chmur

 

widziałem te które wiedzą że po pierwsze szkodzą

śledzące w strudze światła unoszącą się złotą cząsteczkę

ukryte flagi sztuka zdegenerowana

czy ukrywana nicość zbielała niemota ścian?

 

a może widmo brudu?

a może prawda zaledwie?

niewielka brzydka prawda?

utonęły w obojętnych oczach żon i mężów

to tatuś ze swoim chłopakiem

a to mamusia ze swoją dziewczyną

to kotek to piesek to ekran

to butelka to ekran to lufka

to ekran to igła to ekran

to ekran to ekran to nic

nie boli to ekran to ekran to ekran

 

utopione w bursztynie tygodni

żyjące ciężkim wdechem przez miesiące

pik pik pik pik

i na białych łąkach półek rosły niebiańskie z etykiet łąki

i piekłem smród cichy i śmieszny jak krew na umywalce

 

skręciły karki psom udusiły koty

i leżą toczone przez robaki na przedmieściach

opiekunka zgubiła klucze

opiekunka wyjechała za granicę

opiekunka nie żyje

opiekunce nie zapłacił inny trup

 

bo śmierci nie zobaczyły i nie usłyszały

i nie zaśpiewały wiecznego odpoczynku

i nie odprowadziły przez wieś

i nie otworzyły czarnych parasoli

i nie rzuciły prochem w proch

na przeciąg kilku sylab kilkunastu głosek

w klątwie rozmów widziałem

jak po oceanach cytoplazmy suną

żaglowce cierpienia

i że przedtem nic nie było

cierpieniem

 

nagrywane przegrywane odtwarzane

cięte na głowy cięte na pochwy penisy

tu i teraz i tam i nigdy

nici z tkaniny pikseli

ciche niedołężne maszyny wszechobecne rzężenie

trzaski piski jęki

rozmyty obraz rozłączyło połączyło

żylaki migreny

 

może dzięki temu dostrzegły co należy zrobić a czego robić nie wolno

długie katalogi płaczliwe skargi algorytm

potop cyfr

to może dzięki temu w rojowisku

koszul staników spodni sukienek

zobaczyły siebie nagimi

 

choć zrozumiały to i tak zniknęły bez kadyszu

bez ostatniego namaszczenia bez słowa

sunące rynnami płytko pod ziemię

a w najdalszą próżnię

w szare bezkrólewie wnuków traumatycznego nazwiska

dopóki pamięci nie zniszczy wielki pożar świata

nie pochłonie otchłań głupoty

albo nie zeżre zwykłe życie dni

 

doznały oświecenia pod nową władzą nudy

cieszyły się z więzień łóżek i zdjęć

w apatiach diod podtrzymywani przy życiu dla dobra państwa

dom Kaina i mieszkanie Abla

smród spalonego mięsa zepsutego alkoholu

namiętności i natręctwa

 

które usłyszały ciszę, która była przed nami wszystkimi

i które o ciszy szeptały, która na nas wszystkich zaczeka

z ogromnych ust słuchały uproszczonych lekcji anatomii

i uproszczone lekcje człowieczeństwa czytały z ogromnych oczu

 

liczyły monety dzwoniły pod nieaktywne numery

niebieskie światło daje znak

wstań i idź

czarne kurtki pałki maski fartuchy

kombinezony hełmy rękawiczki

 

widziałem protestujące przeciw lewiatanom molochom hamanom dziadom

gusłom wróżbom przesądom przemówieniom

które pobito i wywieziono do państwowych lasów

których pobicie objaśniano niepobitym

jako konieczność wdzięczność bezpieczeństwo

a leniwy brunatny horyzont wsysał szare chmury serc

co sczerniały zeschły i spadły

 

przetrącone przez zimny wiatr zmiany

widziałem remdesiwir tocilizumab deksametaz

oni rwące rzeki ibuprofenu ketoprofenu paracetamolu

niszczące delikatne nabrzeża tkanek

i trzęsące się milionowe czerwone widmo Celsjusza

ciche dworce ciemne teatry

podziemny mefedronowy kult techno

widziałem jak Księżyc spadł i potoczył się pod biurko

widziałem różowe słonie czerwone cytryny niebieskie migdały

królową w uścisku ze zbrodniarzem

widziałem kraje których nie ma

wyspy które utonęły

 

I o nich mam mu opowiadać?

w krysztale łza mętnieje

czarna łza życia

nie oglądaj?

nie czytaj?

nie wychodź?

nie oddychaj?

wszystko będzie dobrze

tylko nie oddychaj

wszystko będzie dobrze

 

Łukasz Szmaja – urodzony w 1991 roku. Z nieistniejącą już amatorską grupą teatralną wystawiał spektakle w piwnicach. Publikował poezję w nieistniejących już studenckich magazynach literackich. Rysuje. Nie zmarły. Można go znaleźć na Instagramie na koncie @sz.rysunki.