Tekst powstał w ramach projektu mentoringowego Dziewczyny-maszyny dla początkujących osób piszących. Więcej informacji znajdziesz na Instagramie na koncie @dziewczynymaszyny.
Spojrzenie, najpierw neutralne, nabiera ciepłego blasku. Wokół oczu formują się delikatne zmarszczki, a wargi unoszą się w uśmiechu. Zanurzam się w tej chwili całkowicie, dopóki mogę. Wiem wszakże, że za jakiś czas krajobraz twarzy mojej interlokutorki się zmieni. Napięte wzniesienia mięśni wygładzą się, rozświetlone oczy ciemnieją. O czym myślisz? Co czujesz? Teraz? Za chwilę?
***
Odkąd wyprowadziłam się z domu rodzinnego, szukam sposobu, aby czas, którym dysponuję, a który okazjonalnie chcę spędzać z moimi rodzicami, nie upływał nam na płonnych kłótniach i roztrząsaniu bolesnej przeszłości. Pewnego dnia postanowiłam spędzić czas z moją matką. Zabrałam ją do kina. Na nieprzypadkowy film, bo W gorsecie, opowiadający w na poły biograficzny, na poły symboliczny sposób o życiu cesarzowej Sisi, której moja rodzicielka była niegdyś wielką fanką. Wspólnie śledziłyśmy Elżbietę (notabene imienniczkę mojej matki) w sytuacjach rozkosznego flirtu, przesyconych emocjami konfrontacjach z bliskimi oraz niezwykle skomplikowanej relacji z własnym ciałem. Cesarzowa uważana za najpiękniejszą kobietę ówczesnego świata regularnie poddawała swoje ciało najbardziej rygorystycznym ćwiczeniom i restrykcjom, aby zachować idealny wygląd i spowolnić procesy starzenia. Przeglądała się w oczach gości, kochanków i gazet, śledzących każdy jej krok. Z obsesji musztrowania swojego ciała nie zrezygnowała aż do tragicznej śmierci.
Odprowadzając matkę po seansie, bacznie przyglądałam się jej sylwetce, ruchom, twarzy. Od dziecka jawiła mi się jako kobieta niezwykle elegancka, zawsze starannie ubrana i umalowana. Zwracała uwagę na każdy szczegół. Nie ukrywam, bywało to męczące i deprymujące. Odkąd tylko pamiętam, wytaczała najpotężniejsze dostępne jej działa przeciwko zmarszczkom, siwym włosom czy fałdkom tłuszczu. Marzyła o perfekcji, czymkolwiek ona była.
Wzięłam ją pod rękę, by uspokoić szybki, nerwowy ruch, w który wprawiała swoje ciało, pędząc do celu. Odkąd nie widuję jej codziennie, wydaje mi się niezwykle delikatna i krucha, jak płatek śniegu, rozpływający się w nicość od ciepłego oddechu, który trzeba nieść na opuszku palca przez bardzo krótką chwilę i z najwyższą troską. Jej skóra także stała się cieńsza, jakby pergaminowa. Zawsze była niska, ale teraz ciężar codziennych spraw, niczym ołowiana kula, przygniatał ją w stronę ziemi. Staranny makijaż, taki sam od ponad dwudziestu lat, nie poskramiał zmęczonych, naznaczonych drobnymi zgnieceniami tkanek. Policzki opadły lekko – na zdjęciach, które wysyłał mi ojciec, coraz bardziej przypominała moją dwa lata temu zmarłą babcię, jej matkę. Pochylone ciało o wątłych ramionach, wschodnie rysy – wysokie kości policzkowe i lekko skośne oczy, wyzierały coraz intensywniej z topografii twarzy mojej matki. To pochodzenie, historia naszej rodziny nigdy nie została zgłębiona. Przykryły ją wstyd, trauma, a w końcu pozorna niepamięć i milczenie.
Ciało mojej matki przechodziło powolną atrofię. Czy proces ten szedł w parze z erozją charakteru? Zawsze była osobą dobitnie i bezwzględnie wyrażającą swoje zdanie, zwłaszcza wobec członków rodziny. Dostawała zawsze to, czego chciała, miała zawsze skonkretyzowany obraz rzeczywistości. Wszelkie odchylenia od normy nie były mile widziane. Być może to właśnie rozłąka sprawiła, że impet, z jakim rzucała we mnie sztyletami swoich ciętych uwag, nieco zmalał. W spojrzeniu pojawiła się łagodność i tęsknota. Na wysokich, zimnych murach, które stawiała między nami, zaczęły pojawiać się drobne pęknięcia. Do naszej relacji wkradła się niepostrzeżenie i powoli odrobina ciepła.
Może to dopiero początek. Może po kolejnym wyjściu, kolejnym seansie, wspólnym wieczorze, spacerze, otworzy się przede mną. Przybiegnie na spotkanie, jak tylko dowie się, że niedługo będzie z nami. Złapie w swoje usychające ręce te mniejsze, różowe i delikatne. Obdarzy małe, miękkie ciałko głęboką czułością, która wybacza wszystko i wiąże w ustach najokrutniejsze słowa. Pokocha je szczerą miłością i uzna za piękne. A w końcu opowie swoją historię, szczerze, konfrontując się z cieniem i własną kruchością.
I może ja ten cień udźwignę. Kiedyś. Złagodnieję, rozkruszę w palcach towarzyszącą mi od dawna twardą gulę gniewu. Złapię i oswoję wałęsające się w mojej piersi płochliwe zwierzątko wstydu i strachu. Pozostanie tylko ciepło, coraz więcej ciepła i spokoju. We włosach pojawią się srebrne, pajęcze nici, twarz przetną kratery zmarszczek. Może będziemy bliżej, niż kiedykolwiek wcześniej. Czy wtedy w końcu się dowiem? Zrozumiem?
***
Przez wiele kolejnych lat będę przyglądać się bardziej i mniej gwałtownym przemianom moich bliskich. Będą się zmieniać ich ciała, usposobienie, emocje, poglądy. Poddadzą się bezlitosnej szarpaninie zmian, od których nie sposób znaleźć ucieczki. Orzeźwiająca radość, twarda, guzowata złość, gęsty, duszący smutek pozostaną niezbywalnymi towarzyszami, których odcienie, zmieniające się jak w kalejdoskopie, będą kolejno błogosławić i przeklinać. Ciała będą marnieć, będą ranione, zszywane i cięte, aż w końcu przemienią się w proch. Głęboko skrywane opowieści wydostaną się na zewnątrz lub zmarnieją i znikną, oferując jedynie nieokreślony posmak tajemnicy i żalu. Wrażenie tylko i ulotną tęsknotę.
Kinga Bielicka (r. 1996) – urodzona i wychowana na warszawskiej Pradze. Studiowała filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim oraz wiedzę o filmie i kulturze audiowizualnej na Uniwersytecie Gdańskim. Hobbistycznie i zawodowo związana z branżą gier wideo. Pisaniem oswaja demony.
Dziewczyny maszyny o swoim projekcie: Dziewczyny maszyny to projekt, w którym osoby piszące – zarówno te początkujące, jak i te z większym stażem, mogą wymieniać się doświadczeniami. Zależy nam na tym, by program był platformą zachęcającą do wzajemnego wsparcia, inspirowania się i tworzenia treści, dzięki którym piszące mogą rozwijać swój warsztat i próbować nowych formatów, a dzięki temu, że każda z naszych edycji ma hasło – by mogły także pobudzać swoją kreatywność. Łączymy w pary osoby mentorskie oraz podopieczne, które następnie pracują wspólnie nad stworzeniem tekstu. Gdy tylko mamy taką możliwość, dbamy o to, aby treści powstałe w ramach programu były również publikowane na cenionych przez nas portalach lub w interesujących magazynach oraz zinach. Działając w naszym czteroosobowym zespole, w którego skład wchodzi Maria, Klaudia, Sara oraz Karolina, dzielimy się zadaniami, by stworzyć przestrzeń inkluzywną i kreatywną. Stale się rozwijamy i planujemy następne działania, które będą sięgały jeszcze szerzej niż samo słowo pisane.