12 kwietnia 2026

Sarny przychodzą nocą (notatki)
Martyna Marczewska

Wersja audio

 

Kiedy palili ją na proch, w całej wsi ujadały psy.

 

Pamięta dokładnie dzień swojej śmierci. Wiedziała, że wydarzy się coś ważnego, bo w nocy przyszły sarny, a sarny zawsze zapowiadały zmiany w obejściu.

 

Wiatr był spokojny, ale chłodny. Ostatnie myszy pchały się do domu przed zimą i za każdym razem, kiedy otwierała drzwi, musiała uważać, żeby żadnej nie przeoczyć.

 

Zjadła ciepły i pożywny obiad. Na kolację przygotowała kleik z prażonymi antonówkami. Garnki z resztkami jedzenia wystawiła wieczorem na ganek do wylizania psom, żeby miały pełne żołądki na pierwsze przymrozki. 

 

Pomyślała, że zimy też są dobre, bo zimą można całymi dniami ścinać białko. Rzucać patyki w oparzeliska. Zimą można być czułym i cichym, a w mrozie giną pluskwy i roztocza. Zimą smukłe i łagodne sarny poją się śniegiem, ale gdy dzień się szybko kończy, łatwo się gubią i odłączają od stada.

 

Kochała swoje sarny. Mówiła, że skoro przyszły, skoro znalazły tu dom, trzeba się nimi zająć. Wytresować, nakarmić, podać rękę, stworzyć wspólnotę. Wtedy okazało się, że wszystkie głosy dookoła mówią wiele, że wszystko jest mądre, ale nic nie jest spójne. Czy oswajanie powinno być trudne? 

 

Zająca karmiła codziennie, a i tak odszedł przed wiosną. Ostatniego dnia powiedział, że miejsca to tylko miejsca, ale i tak każdy powinien wybrać z rozwagą, gdzie umrzeć, i że ona wybrała mądrze. 

 

Pamiętaj – źle ułożone kości przynoszą pecha.

 

Po zimie przyszły rozterki, czary i roztopy. Przeżyła pierwszą zimę po swojej śmierci. 

 

Kiedy odpuściła gołoledź, sąsiadka przyszła po mszy i powiedziała, że ta jebana kura przez miesiąc zniosła tylko trzy jajka i nie opłaca się jej trzymać. 

 

Kiedy ją zabijała, w całej wsi ujadały psy.

 

Martyna Marczewska (1993) - mieszka na Mokotowie, gdzie w starym bloku ucieka przed współczesnością. Pisze od zawsze, sama i w grupie. Można ją spotkać na warszawskich open micach literackich. Do publikowania wraca po przerwie. W wolnych chwilach piecze cherry pie jak w Twin Peaks albo głaszcze czarnego kota, słuchając Dylana i Cohena. W swoich tekstach stara się łączyć surową codzienność z mrokiem i elementami magicznymi. Można ją znaleźć na Instagramie na koncie @a_book_of_days.