1
We śnie jedno z Tych Innych Słów – zapisane – rozżarza się
pod podmuchem mojego spojrzenia;
śpiące ciało w galarecie,
osnute osnówką jak nasiona granatu;
w kąciku oka twardnieje śpioch
– kruchy kryształek miąższu hipnagogi.
Głęboko u źródeł szumiących soków
przewlekle płonie mityczny obraz,
w krwistych, czerwonych wnękach ręka
sięga niemrawo po zawleczkę granatu nieba:
budzę się ze zmęczonym bólem
zębów, którymi mimowolnie zgrzytam przez sen.
2
Ja, uchwycony w figurze zadzierania głowy:
nade mną poruszają się światła i wody,
a także – co najważniejsze – ptaki, z których wróżę
które niosą ze sobą światy – światy takie,
w jakich je zobaczyłem, zasłyszałem.
W konsekwencji: sekwencja: ogromne chmury, spirale,
strumienie gawronów; trybunał siwych wron gromadzi się
nad morzem; pliszka siwa leci, falując wraz z zatoką;
śpiewa paw moszczący się w koronie drzewa; bażant
feniks szybuje z krzykiem w dół zbocza; szeleszcząc,
sójka znika między gałęźmi, które – kiedy indziej
– poćwierkują – wymieniają się drobnymi raniuszkami;
błyszczą sierpówki w wielkim błękicie; gruchają
grzywacze wzburzone i liczne; wyśpiewując kryształ,
jaskółki tworzą wir, którego podstawę kreślą
na powierzchni wody; kos zadziera ogon, stroszy i trzęsie
rytmicznym głosem; świdrującym piskiem
ogłaszają swój powrót jerzyki; czepnymi pazurami
wspina się po korze zimorodek; po wdzięcznym łuku
przesuwa się, zawisłszy na wietrze, srebrzysta mewa;
z krzewu przy świątyni rudzik wzbija się w powietrze;
sikorki udźwięczniają niebo przy jeziorze; w stronę zamku
odlatuje zięba; dzięcioł zdradza swą pozycję w listowiu
niosącym się stukotem; martwy kwiczoł spada z gniazda;
sroka… sroka jest grzechoczącym obrazem topora bożego;
wokół topoli, na której gniazdują, orbitują ochrypłe czaple;
nad ośnieżoną przełęczą bije niespiesznie skrzydłami
czarny ptak. Nie poznaję go zza padającego śniegu.
pterodaktyl; światy wykluwają się jeden z drugiego,
jestem przesuwaniem się punktu odniesienia
w błogosławionych ciągach, które są błogosławione,
ponieważ donikąd nie zmierzają: czysta zmiennokształtność.
Jestem przesuwaniem się, uważam, by się nie wsunąć
w matrycę obrazów, w klątwę, która nad wykluwanie
stawia przekuwanie, ale przesuwam się na koniec
za daleko, aż po klątwę, aż po piorunującą maszynę,
która ma wieńczyć wszystkie ptaki. Mechanimalia
zastąpią animalia, by zgubiony gdzieś po drodze
człowiek, który opowiedział się sobie pod postacią
sieroty, mógł osierocić swoje maszyny.
Marcin Hanuszkiewicz – spacerowicz, miłośnik bodźców zmysłowych z upodobaniem do nasłuchiwań, przyrodnik-hobbysta, ciało. Teksty po polsku publikował m.in. w Arteriach, Tlenie Literackim, Gazecie Muszącej Się Ukazać, Drobiazgach i Stonerze Polskim. W Gazecie i Stonerze oraz w Malkontentach, Ctrl + V i Always Crashing udostępniał również kolaże. Można go również znaleźć na Instagramie na koncie @tkalnia.