15 maja 2021

ścieg (zgrubienie od: ściek, którego zdrobnienie to: ścieżynka)
Marcin Hanuszkiewicz

1

 

We śnie jedno z Tych Innych Słów – zapisane – rozżarza się

pod podmuchem mojego spojrzenia;

 

śpiące ciało w galarecie,

osnute osnówką jak nasiona granatu;

 

w kąciku oka twardnieje śpioch

– kruchy kryształek miąższu hipnagogi.

 

Głęboko u źródeł szumiących soków

przewlekle płonie mityczny obraz,

 

w krwistych, czerwonych wnękach ręka

sięga niemrawo po zawleczkę granatu nieba:

 

budzę się ze zmęczonym bólem

zębów, którymi mimowolnie zgrzytam przez sen.

 

2

 

Ja, uchwycony w figurze zadzierania głowy:

nade mną poruszają się światła i wody,

 

a także – co najważniejsze – ptaki, z których wróżę

które niosą ze sobą światy – światy takie,

 

w jakich je zobaczyłem, zasłyszałem.

W konsekwencji: sekwencja: ogromne chmury, spirale,

 

strumienie gawronów; trybunał siwych wron gromadzi się

nad morzem; pliszka siwa leci, falując wraz z zatoką;

 

śpiewa paw moszczący się w koronie drzewa; bażant

feniks szybuje z krzykiem w dół zbocza; szeleszcząc,

 

sójka znika między gałęźmi, które – kiedy indziej

– poćwierkują – wymieniają się drobnymi raniuszkami;

 

błyszczą sierpówki w wielkim błękicie; gruchają

grzywacze wzburzone i liczne; wyśpiewując kryształ,

 

jaskółki tworzą wir, którego podstawę kreślą

na powierzchni wody; kos zadziera ogon, stroszy i trzęsie

 

rytmicznym głosem; świdrującym piskiem

ogłaszają swój powrót jerzyki; czepnymi pazurami

 

wspina się po korze zimorodek; po wdzięcznym łuku

przesuwa się, zawisłszy na wietrze, srebrzysta mewa;

 

z krzewu przy świątyni rudzik wzbija się w powietrze;

sikorki udźwięczniają niebo przy jeziorze; w stronę zamku

 

odlatuje zięba; dzięcioł zdradza swą pozycję w listowiu

niosącym się stukotem; martwy kwiczoł spada z gniazda;

 

sroka… sroka jest grzechoczącym obrazem topora bożego;

wokół topoli, na której gniazdują, orbitują ochrypłe czaple;

 

nad ośnieżoną przełęczą bije niespiesznie skrzydłami

czarny ptak. Nie poznaję go zza padającego śniegu.

 

pterodaktyl; światy wykluwają się jeden z drugiego,

jestem przesuwaniem się punktu odniesienia

 

w błogosławionych ciągach, które są błogosławione,

ponieważ donikąd nie zmierzają: czysta zmiennokształtność.

 

Jestem przesuwaniem się, uważam, by się nie wsunąć

w matrycę obrazów, w klątwę, która nad wykluwanie

 

stawia przekuwanie, ale przesuwam się na koniec

za daleko, aż po klątwę, aż po piorunującą maszynę,

 

która ma wieńczyć wszystkie ptaki. Mechanimalia

zastąpią animalia, by zgubiony gdzieś po drodze

 

człowiek, który opowiedział się sobie pod postacią

sieroty, mógł osierocić swoje maszyny.

 

Marcin Hanuszkiewicz – spacerowicz, miłośnik bodźców zmysłowych z upodobaniem do nasłuchiwań, przyrodnik-hobbysta, ciało. Teksty po polsku publikował m.in. w Arteriach, Tlenie Literackim, Gazecie Muszącej Się Ukazać, Drobiazgach i Stonerze Polskim. W Gazecie i Stonerze oraz w Malkontentach, Ctrl + V i Always Crashing udostępniał również kolaże. Można go również znaleźć na Instagramie na koncie @tkalnia.