19 lipca 2026

Udanego pobytu lub dobrej dalszej podróży (Wstęp)
Marcin Salwin

Wersja audio

 

Przeczytanie tego tekstu zajmie Ci 3 minuty

 

Brief Encounter z 1945 to film piękny, bo to film o pociągu. Przygotowując się do napisania wstępniaka kilka razy przymierzałem się do opisu, który odda sprawiedliwość tej historii, ale w świetle tej konkretnie opowieści najprostsza forma wydaje się najbardziej odpowiednia. Dwie osoby, obie już zobowiązująco związane, zakochują się w sobie na stacji kolejowej. Ten przelotny anturaż służy za niby przypadkowy pretekst do ulotnych spotkań. I to jest tak proste, i tak skomplikowane.

 

Miłość rozpatrywana jest w kategorii pięknej katastrofy. Czegoś, czego z perspektywy można było przecież uniknąć, czegoś absolutnego, nieodwracalnego. Czegoś, wobec czego nie można nic zrobić. Pociąg jest tutaj wygodnym argumentem. Nieubłaganie, regularnie odjeżdżającym statusem quo. 

 

„Obrazy olejne często przedstawiają rzeczy. Rzeczy, które są do nabycia w życiu codziennym. Namalować rzecz na płótnie to trochę tak, jakby ją kupić i umieścić w swoim domu. Kupując obraz, kupuje się również wygląd rzeczy, którą on przedstawia. Ta budowana analogia między posiadaniem a sposobem widzenia (...)” pisze John Berger w Sposobach widzenia. Wokulski pod wieloma względami, ale pod względem łaknienia posiadania szczególnie, jest kupcem do szpiku swoich przemarzniętych na Syberii kości. Ktoś podejmujący próby aktualizacji tej historii do czasów nam (2026) współczesnych mógłby powiedzieć o nim hustler. Ja jednak apeluję o kurczowe trzymanie się tej kupieckości jako fenotypu – bo ta przejmująca kupieckość Wokulskiego jest jego największą cechą definiującą, a co za tym idzie – największym atutem i największym kompleksem. 

 

Jak na mężczyznę tak zakochanego, Wokulski, swoimi ustami, o kochaniu w tekście powieści mówi raptem parę razy – przeważnie z koneksją podskórnie negatywną. W kategorii poczucia winy („Cóż ja robię złego — myślał Wokulski — że się kocham?… Może trochę za późno, ale przez całe życie nie pozwalałem sobie na podobny zbytek”), roszczeniowo („Więc i ona powinna by mnie kochać…”),  o miłości jako zwrotnej walucie („Widzę, że odkocham się tu przed końcem obiadu…”) oraz czymś, co odrzuca („I ja mam niby to ją kochać?… Głupstwo! Przez rok cierpiałem na jakąś chorobę mózgową, a zdawało mi się, że jestem zakochany…”). Dlatego pojawia się pytanie – co Wokulski w ogóle ma na myśli, w efemerydzie słowa kochać? 

 

Jego samobójstwa nie doświadczamy in media res – zostajemy skrzętnie przygotowani. Farewell, Miss Iza. Wybiega z pociągu w Skierniewicach, ze wszystkich fatalnych wyborów ten wydaje się najmniej fatalny. W polu kładzie się na torach, ale ratuje go dróżnik Wysocki, który, oczywiście, wobec Wokulskiego ma dług wdzięczności na tle finansowym.

 

W Brief Encounter pociąg nadjeżdża. Gęstą parą zasłania czarno-białą wizję ekranu. Nie ma czasu na żadne pożegnanie, co dopiero adekwatne. Poruszona Laura, główna bohaterka, rozważa przez chwilę samobójstwo, ale ostatecznie wraca do swojej rodziny. Mąż wita ją, dziękując, że wróciła.

 

I na jedno dzień dobry, przypada dwa do widzenia.