20 października 2024

wkurwiłam się fest, bo kolejny typ chce mnie pożreć
Bogna Goślińska

Wersja audio

 

wkurwiłam się fest, bo kolejny typ chce mnie pożreć

 

mam dość tego lata, ostatni kwartał przetyrał mnie jak maglownica wypłowiałe zwały pościeli

 

nadpsułam się z charakteru, teraz ze mnie taki rozpuszczony bachor, co łokciami przebija się przez tłum jak katamaran przez zmrożone arktyczne morze

 

moja wrażliwość, śliska i lśniąca, mam obgryzione palce, bo nigdy nikomu nie chciałam sprawić przykrości

 

z podniebienia coś odchodzi mi od różu glutowatymi skrawkami, niżej żółć zastyga w malownicze formacje, na które jest tylko jedno słowo: pretensjonalność

 

nie rzygałam od stycznia, najwyższa pora

 

czekam aż mnie odetnie (ćwiczenie na refleks)

jem coraz paskudniej (ćwiczenie na refluks)

 

przestaję lubić siebie, jak mam to robić, kiedy nie chcę mieć z nikim wspólnych zainteresowań?

moja głowa, walę w nią pięścią w okazyjnych napadach zmęczenia sobą

moja twarz, nie mogę na nią patrzeć, zbrzydła nagle okropnie, nie patrz na mnie dłużej niż ćwierć sekundy

moje ubrania, wszystkie za krótkie, dziwkarskie, obcisłe, zakładam spodnie pod spódniczki, najstarsze staniki

moje ciało, sabotuje mnie, bo uwodzi zamiast nabierać wody przed okresem, zdradziło mnie i zostałam wyeksploatowana jak kopalnia odkrywkowa

potrzebuję przerwy od obłapiania, zbyt łatwo przebić się z niego do wnętrza

 

ja, zbyt słodka, miękka jak plastelina, bez ciebie, bez nikogo, zła, najbardziej na siebie, że poddaję się łapom i łapsom

mój obiad, kapuśniak i melba na deser

(jem coraz więcej)

moje lektury, w te wakacje tylko Chandler i jego krzywa fraza, śliskość porównań, olejna obrazowość metafor

 

mój durny łeb, mam tak nie mówić, ale jestem niedobra, aktualnie dla siebie, bliscy będą się martwić po lekturze, więc zaznaczę, że na poły to fikcja, po części wymęczony bełt, co pałęta się od miesięcy po przełyku

 

plwocina na chodniku sennej mieściny, przyjaciółka wymiotuje, bo jej ciało dało za wygraną zmęczeniu, ja chowam się pod kołderką, bo boję się świata, łatwiej poddać mi się pod cudzą opiekę, choć wiem, że będę tego żałować

 

złość naciera na mnie falami, zaczynam dopuszczać ją do siebie, jestem słodka i w furii, stabilna i w spokoju ze sobą, bez zbędnych szczegółów na obrazku, ziemia i horyzont, perspektywa zbieżna