04 grudnia 2021

Wola nocy
Jowita Mazurkiewicz

A noc dopominała się o nas, jak to noc. Wystawała na progu, zaglądała na klatkę schodową, przysiadała od niechcenia w porzuconych cieniach. Nigdy nie widzieliśmy, jak się zaczyna ani jak się kończy. A może było inaczej, może trwała bez przerwy, ale nie zawsze dla nas. Czasami obojętnieliśmy jej i szła do innej kamienicy, zwiedzać inne cienie. A potem wychodziliśmy w noc. Niepewnie, nieuważnie. Nikt nie patrzył na drogę, nikt nie bał się czułej przelotności. Na Woli wiał wiatr, za Wolą omiatały nas światła, ale uciekaliśmy przed nimi, jak przed starymi znajomymi, którym nie ma już co powiedzieć.

 

A kiedy nocy nie było, my byliśmy nocą.