18 października 2026

Workshop Simulator 2D
Konrad Tomalik

Wersja audio

 

Wybudzam się zbiornikiem na szlugi z piwem, na migrenę, a potem rosół z Nimesilem. Pocieram oczy, ale nic się nie zmienia, nadal widzę dwuwymiarowo, bo pod prawą powieką rośnie mi guz, znaczy się ganglion spod nadgarstka, według kartoteki pacjenta nierozwinięte trzecie oko z przemieszczeniem. Na razie mam jedno, bo ganglion wypiera drugie, zostawia tylko szczelinę niczym ucho igielne. Rozkładam sześcian pomieszczenia na betonowe ściany – wewnątrz znajduje się ukryty wymiar dorabiania u wujka w warsztacie samochodowym. Kluczem francuskim składam origami, wielokrotnie chwytam śrubki, inne metale i rozkładam na miejsca. Zbieram opierdol, zamiatam posadzkę i czuję na plecach, jak lustruje mnie ze ściany dwuwymiarowa, a więc pasująca do mojego widzenia, blond miednica opasana sznurkiem ze wzorem USA.

 

Bo na jednym gwoździu wisi krzyż i kalendarz z gołą babą. Wisi Maj, na umowie zleceniu pracuje przez 31 dni w roku. Kiedy fajrant i w warsztacie światła gasną, czyli w takiej oto chwili, po godzinach zakłada habit. Dorabia ze mną, bo ma wydatki, coraz drożej jest wracać do miejsca, gdzie ją wydrukowali. Utylizujemy razem olej silnikowy o pigmencie otchłani, która również patrzy w nas. Wylewamy to kilkanaście metrów dalej, pod świerkiem, refundujemy mu tranzycję na drzewo oliwne.

 

Oprócz szaty (Strój dla dorosłych „Zalotna zakonnica”, czarny, rozmiar M / cena 79.99 zł / wysyłka w ciągu 48h / Przez ostanie 24 godziny oglądało 9 osób) widzę blizny po operacjach, liftingi, zmiany, a kiedy idziemy przed siebie, to podskórnie migrują dookoła niej także implanty. Ganglion pulsuje od patrzenia. Podczas przerw, gdy siadamy, to Maj wywraca się w całości na lewą stronę. Wciska palce pod moją, łuszczącą się skórę, kiedy z powrotem rozprostowuję jej stawy, montuję woreczek żółciowy, tarczycę, wątrobę. Wnikamy sobie głęboko do nozdrzy. Maj, tym razem powywracana na wszystkie strony, oplata mnie, nadrabia mój zanik mięśni, oddaje nerkę i podwaja przerzedzone włosy. Rozpruwam jej rozstępy, a wtedy tryska kwas hialuronowy. Naciska mi na ganglion, pociera, nabrzmiewa, aż zabiera mi pół twarzy, wreszcie pęka i wypływa Totino’s pizza sztuczna mozzarella, zrobiona bez kropli tłuszczu mlecznego. Zamiast tego upłynnione kości i skóra zwierzęca ubijana jest z olejem roślinnym, farbowana na biało dwutlenkiem tytanu, pigmentem malarskim, wdmuchanym strumieniem pary w bladą mazistą papkę.

 

Wybuchł mi ganglion i może straciłem trzecie oko, ale opuchlizna zeszła i odzyskałem drugie. W tym uścisku jednak pojawiają się kolejne, migrują radośnie pod skórą razem z silikonami. Dalej wylewamy litry oleju pod drzewem, a wtedy podłoże bulgocze i się bagiennie zapada. Coraz bardziej się ślizgamy, aż wreszcie lądujemy i zaczyna padać. Gdy śmiejesz się w deszczu i chłeptasz krople, to skąd wiesz, że nie szczają Ci do mordy aniołowie? Pyta mnie Maj i już nie ściska tak mocno, jak przedtem. Bo co, jak się skończy miesiąc, skończy nam się olej?

 

Nie miała nigdy lekko, choć pracowaliśmy kiedyś podobnie. Maj jako samczy fantom-prowokator, Ja za to naparzałem w komputer, dbałem o farmę, sadziłem chłopkiem marchew i kukurydzę, wpisywałem dane karty mojej mamy, aby kryształkami szybciej wybudować chlew i stodołę. Dużo inwestycji, stresu, nie było wtedy dofinansowań, a kombajn to mogło mieć jedynie TOP 10 wszystkich graczy. A w jej świecie cała genetyka światowej populacji trzody i bydła mlecznego pochodziła od garstki elitarnych samców reproduktorów, zbędna reszta trafiała bezpośrednio do tuczu rzeźnego. Nasienie natomiast pobiera się fantomem-prowokatorem. Samiec w podnieceniu wskakuje na atrapę, a pracownik pobiera płyn metodą manualną. Ejakulat dzieli się na frakcje: pierwsza, bogata w bakterie, jest odrzucana. Potem frakcja żelatynowa jest filtrowana przez sitko, a frakcja plemnikowa, najbardziej pożądana, trafia do dalszej obróbki. 

 

Ściskam Maj mocniej, bo w moim świecie wszystko grało według zasad Komisji Europejskiej, nad stodołą w nocy pojawiały się gwiazdki i serduszka, a młode zwierzątka przychodziły na świat następnego dnia po zapisie gry. Teraz już wszystko będzie dobrze, wszystko będzie dobrze, bo jesteś tutaj, wszystko będzie dobrze, zobaczysz.

 

Mimo obaw dalej ściskamy się mocno, a z czasem widać, że wylewanie się nie kończy, warsztat na okrągło spływa olejem, jednak kontakt z nim nasila u nas zmiany nowotworowe. Na skórze Maj postępuje ekspansja zaczerwienionych rejonów spod kolczyka na wardze i w pępku, sączą się stamtąd jajka hodowane w laboratorium, czyli przemysłowa pleśń zszyta z pojedynczym genem jajecznym. Wrzucona do zbiorników fermentacyjnych, tuczona rafinowanym cukrem i spływająca w oślizgły drożdżowy bulion. Ten mętny odciek jest potem suszony rozpyłowo tonami na proszek, mieszany z roślinnymi wypełniaczami w podrobione białko jaj, a następnie pompowany tam, gdzie rozciągają się drzewa, drzewa, drzewa i nagle przerwa w zalesieniu, takie długie pasma, na słupy telegraficzne.

 

Płynie to wszystko po osi układu podrzędnych okablowaniem, my też nim zmierzamy, bo chwilę wcześniej rozstępuje się niebo i ziemia tam, gdzie stało nasze drzewo oliwne. Wir kręgów emanacji ropy naftowej nas wsysa i wypluwa przewodami. Ja i Maj się odklejamy. Chcemy zawrócić, ale z masztów 5G łapiemy sygnały, że wir za nami się jedynie powiększa, nie ma już świata, jaki znamy. Emigruje cały region, najpierw odbijamy się wzajemnie, ale minutę później jest nas tyle, że prawie zatykamy przewód transportowy. Ściśnięci jak w autobusie, a plama na szybie po tłustym czole może być wszystkim innym, tylko nie tłustym czołem, tą samą wydzieliną, co w warsztacie pod stołem spływa wedle teorii skapywania wprost na mikropunkty pełzającego, żywego białka. Wystarczy chwila, szczypta świadomości [do wypełnienia] i zaraz powstaje pięciokilowy prostopadłościan szynki. Nie ma w niej kości, tłuszczu ani tkanki łącznej. To zemulgowany, upłynniony, przecedzony zlepek mięsa z kilku świń, nierozerwalnie spojony w mięsny monument. To wszystko zaszło za daleko. Patrzę jej w oczy głęboko, stabilnie pośród turbulencji, a Fidiasz wyciosuje gdzieś ten obraz w mojej głowie i finisz, dziura w kalendarzu, z jej prawego boku wypływa krew i zabawki z EPEE – wielka frajda!

 

Konrad Tomalik – student Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Przed debiutem. Publikował do tej pory m.in. w Szufladzie, Szkicach, Trytytce oraz 8. Arkuszu Odry. Można go znaleźć na Instagramie na koncie @_egregius_.