11 stycznia 2026

Wrzesień, piątek rano
Szymon Horała

Wersja audio

 

Wychodzę z domu w lekkim stresie, bo znowu jestem spóźniony. Mijam piekarnię i zastanawiam się, jak często ekspedientki myślą o moim losie. Sam kiedyś byłem w podobnym miejscu i ogromnie ciekawiły mnie życia wszystkich spotykanych osób. Poza jedną emerytką, jednym pijaczkiem i jednym ochroniarzem z pobliskiej budowy, nikt nie bywał specjalnie wylewny. Co się od nich dowiedziałem, to już dawno zapomniałem, ale wtedy ciekawość zaspokajali. Tym, którzy jej nie zaspokajali, wymyślałem biografie, dopisywałem kochające córki lub skłócone rodzeństwo. Jak ktoś był mniej sympatyczny, to stwierdzałem, że to pewnie przez pożar w mieszkaniu sprzed lat, w którym zginęło jedno z rodziców i spłonął cały dobytek, albo przez straszny wypadek na autostradzie, w wyniku którego dana osoba owdowiała. 

 

Biegnę na tramwaj, który ma mi uciec i oczywiście ucieka. To normalne we Wrocławiu, że, kiedy spóźniam się na tramwaj, on wzorowo odjeżdża o czasie. Inaczej, kiedy się spieszę i przychodzę o czasie. Rekord w kategorii spóźnień to 10 minut. Wtedy nie kupuję biletów, tłumacząc sobie, że skoro przewoźnik nie wywiązuje się z tej umowy, to ja też się nie będę wywiązywał. Ja straty wizerunkowe, przewoźnik finansowe. Nie ma tak, że tylko ja będę tracił. Podjeżdża kolejny tramwaj, oczywiście spóźniony. Siadam z przodu, żeby kontrolować, czy nie ma kanarów. Mój kodeks moralny nie przekłada się na kodeks regulaminu MPK, więc co bym się pokłócił, to moje, a co bym zyskał, to mandat. Współpasażerów z tramwaju już trochę jakbym znał, jedziemy razem, coś nas łączy. Przed moim przystankiem przeciskam się między nimi na drugi koniec tramwaju. Dzięki temu nie będę musiał przeciskać się między tymi wszystkimi obcymi ludźmi na przystanku. 

 

Wychodząc, patrzę na zegar, ten mówi, że jestem już kilka minut spóźniony. To się zdarza codziennie. Niecodziennie natomiast powtarzają się osoby, które mijam na trasie przystanek-praca. Nie każdego chce mi się pamiętać, za mało pojemności ma ta pamięć, ale ktoś zawsze wpada mi w oko na tym 100-metrowym odcinku. Dzisiaj była to turystka, której z twarzy spadły okulary przeciwsłoneczne. Szła z mężem, zamiast od razu się schylić (wiek jej na to pozwalał, sprawność, jak oceniłem po chodzie, też), zaczęła się prostować, poprawiać włosy, rozciągać najpierw ręce, potem nogi. Przeszła do pajacyków, doliczyłem się dziewięciu. Nieładnie. Już mogła do tych dziesięciu zaokrąglić, byłoby równo i parzyście. Kolejny był trucht w miejscu, chyba jako rozbiegówka, po czym zrobiła trzy rundki dookoła okularów. Miałem już iść, bo spóźnienie przekracza ten słynny akademicki kwadrans, ale praca stała się jakoś mniej istotna w tej chwili. Zresztą nigdy nie była więcej niż pracą. Po trzecim kółku mąż złapał ją za dłoń i wspólnie zatańczyli walca wokół okularów. Wziąłem krzesełko z pobliskiej restauracji i usiadłem, bo najlepsza poza do patrzenia to siedzenie. Nikt poza mną nie przygląda się widowisku, szkoda, bo wiele tracą. Mieliby materiał na opowiadanie. Państwo choreografię dopracowywali zdecydowanie przez długi czas, z walca przeszli do krakowiaka. Z lekkim stresem patrzę na ich stopy, kroki stawiają zbyt blisko okularów. Jakby specjalnie chcieli budować napięcie dla jednoosobowej publiki. Pomyślałem, że brakuje tutaj muzyki, ale ta, jak na zawołanie, zaczęła wybrzmiewać z jednej z pobliskich uliczek. Wyszła z niej romska kapela podwórkowa, której, jak się okazuje, krakowiak nie był obcy. Spektakl dalej nie przyciągał niczyjej uwagi, przechodnie dookoła tylko potykali się o moje krzesło. Przywykłem do bycia niezauważalnym. Państwo ukłonili się sobie,Pani podniosła leżące na ziemi okulary. Odchodząc, założyła je na nos i wtedy widziałem ją po raz ostatni. W powietrzu uniósł się zapach kawy i dyni, co miało być pierwszym zwiastunem sezonu jesiennego. 

 

Szymon Horała – urodzony w Poznaniu, osiadły we Wrocławiu. Publikował w Notatniku Literackim oraz magazynie Fuga. Z zamiłowania nerwus i panikarz, dumny współwłaściciel ślimaka Kamila. Można go znaleźć na Instagramie na koncie @aleo.cochodzi.