Mój Drogi Patyczku,
(a może wolisz, żebym jednak zwracał się do Ciebie pełnym imieniem? Patyku? Daj proszę znać.)
ostatnio dużo myślę o Tobie. Tu, gdzie jestem, ciągle świeci słońce i wyobrażam sobie, jak fajnie by Ci było. Pomyśl – jakbym znowu mógł położyć Cię obok stawu w parku. Promienie światła odbijające się od tafli wody tak ładnie załamywałyby się na Twojej korze. W końcu mógłbyś wyschnąć do cna i nie martwić się, że któregoś dnia nieszczęśliwie zbutwiejesz. Stałbyś się wtedy nieodłączną częścią ściółki, fragmentem ilości tak niezliczonej, że aż boli mnie głowa.
Mam nadzieję, że nie obawiasz się, że może wymieniłem Cię po Twoim zniknięciu. Albo broń boże o Tobie zapomniałem. Ostatnio usiadłem na starym dębie przy szumiącym potoku i liczyłem każdą gałąź po kolei. Dwudziesta ósma trochę wyglądała jak Ty, serio. Ale była inna – nie taka i w ogóle jakaś dziwnie wykręcona.
Wiem też, że dużo nie rozmawialiśmy, to znaczy Ty w ogóle nic nie mówiłeś. Zdarzało mi się czasem ćwierkać bez zastanowienia, ale to chyba nie był wystarczający powód, żeby tak po prostu wyparować. Czasem wystarczy powiedzieć: “idę, pa”. Zamiast tego wolałeś odejść bez słowa. Chociaż w sumie nie miałbyś nawet jak mi takie słowo przekazać.
Niedługo wyklują się moje pisklęta, w końcu maj tuż za rogiem. Jeszcze niedawno byłem pewien, że przy tym będziesz, że to w oparciu o Ciebie zbuduję gniazdo. Nie mam Ci tego za złe, najzwyczajniej nigdy nie wyobrażałem sobie, że stanie się inaczej.
Ostatnio miałem taki sen. Trochę się go wstydzę, bo jest taki dziwny… Ale wiem, że nie będziesz mnie oceniał.
Przyszedł maj i lada dzień przez skorupki jaj zaczną się nieudolnie przebijać małe pisklęcie dzioby. Już nie mogę się doczekać, więc dzień i noc czuwam nad gniazdem. Nie istnieje nic, co mogłoby mnie wyrwać z tego transu. Po jakichś trzech wschodach i dwóch zachodach słońca coś nagle zaczyna poruszać się wśród gałązkowej okrągłej formy. Po chwili widzę po kolei jeden, dwa, trzy i cztery dzióbki, a zaraz główki i ciałka, które jakby po ogromnym wysiłku wypełzają ze skorupek. Jednak jedno jajo wciąż pozostaje niezmienione. Podskakuję bliżej, żeby postukać lekko w jego powierzchnię. Nic. Kolejny raz. Nadal nic. Robię to kilka razy, lecz bezskutecznie. W końcu, chyba w przypływie tak ogromnych dla mnie emocji, przebijam dziobem jajko. Tłukę je na dziesiątki kawałeczków. Na początku myślę, że jest puste. Ale zauważam wśród puchu i pierzu, suchych liści i mchu, znajomy kształt. To Ty. To ja wyklułem Cię z jaja.
Tak, wiem – dziwaczny. Może go później stąd wykreślę i opowiem Ci o nim, jak się spotkamy. Nie chciałbym teraz wyjść na odchodzącego od zmysłów wszelakich, ale czuję, że ten sen stanie się rzeczywisty.
Więc proszę, opowiedz mi, gdzie jesteś i co robisz tam, gdzie mnie nie ma. Wiedz, że myślami jestem z Tobą i nie mogę doczekać się Twojego powrotu.
Twój Wróbelek
(odpowiedź Patyka)
Zuzanna Stempska (ur. 2001, Poznań) – artystka wizualna i autorka tekstów. Absolwentka i wykładowczyni Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, współzałożycielka Artystycznego Związku Sportowego. Od 2025 roku współpracuje z magazynem Szum. Entuzjastka patyków, rysowania i postsztuki. Można ją znaleźć na Instagramie na koncie @zstempska i na https://zuzannastempska.cargo.site.