Youtopia
W pewnej szczególnej utopii, nazywanej Youtopią, ludzie istnieli tylko o tyle, o ile się wypowiadali. Każdy człowiek określany był jako YouTopic, co znaczyło, że mógł osiągnąć pełnię indywidualności, ba – człowieczeństwa, dopiero z chwilą założenia unikalnego tematu na forum; prawdę mówiąc, istoty, które tego nie zrobiły, nie były uważane za na tyle o s o b n e, by cieszyć się mianem o s ó b. Zamiast tego określano ich jako meatwood, co miało konotować nadmierne zakorzenienie ich umysłów w przeszłości połączone z pełnieniem przez nich funkcji po-karmowej – czyli, summa summarum, nastawienie na to, co po karmie formowało się w dobrointencyjną, ale nieprzystającą zupełnie do życzywistości Youtopii ideę egzystencjalno-werbalnego epigoństwa, ściganego przez beneficjentów systemu jako podpadające pod paragraf „czczego kontynuatorstwa”.
Pewien egzemplarz meatwood postanowił się jednak nie poddać. Mieszkał od dawna na wysypisku śmierci, zwanym kolokwialnie Odpustem, ponieważ pojawiały się tam regularnie stoiska z preclami swojskiej firmy „precedens”. Zwalniały od myślenia o nowym, smakowały jak babcine wypieki na policzkach nowoczesnych YouTopiczek, kiedy na chwilę przestawały myśleć o figurowaniu w YouTopie, a zamiast tego wychodziły na błonia jak przebiśniegi po zimie, żeby opalać się na kolor stracciatelli całkiem YouTop-less. Nasz meatwood being był tradycjonalistą: lubił wschody i zachody słońca oraz wszelkie plenery, nawet „ta chała Niagara” wyzwalała w nim rzęsiste wzruszenia wprost proporcjonalne do swojej powtarzalności i przewidywalności; najbardziej jednak po drodze mu było z konduktami żałobnymi, uważał wręcz, że pozostawanie w pozycji horyzontalnej, czego kwintesencję stanowił nieboszczyk, oszczędza człowiekowi daremnych wzlotów i darmowych upadków. „Zwłoki – mawiał nasz podręcznikowy egzemplarz „pretensjonalnej precedensalności” – to jedyny sposób na przystopowanie tego wiodącego donikąd postępu”. Pragnął nawet wytworzyć jeszcze więcej malowniczych zwłok. Postanowił w tym celu wyszukać ofiarę; co jednak próbował kogoś zamordować, okazywało się, że to nie krwią płynący człowiek, a robot, matrioszka z doliny krzemowej, w której tkwiła kolejna matrioszka, w niej jeszcze mniejsza, a w najmniejszej z nich kołatało mikroskopijne ziarenko. W końcu znalazł ofiarę doskonałą. Wykupił wszystkie zegary, żeby je z hukiem roztrzaskać i zacierał ręce: wreszcie ludzie stracą punkty orientacyjne w przebiegu dnia i zmuszeni będą… zabijać czas. Uśmiechnął się i wrzucił ziarnko piasku do klepsydry własnej roboty.
Notatki o realności świata
1.
że nie ma ucieczki od siebie.
nowo przyjęty członek grupy
Mars Is Flat napisał na face-
booku: I’m in. thank you for possibly
existing. to
powinno być obowiązkowe hasło
przewodnie kierowane pod adresem
ja. a odzew?
my name is ego. alter ego –
wprowadza element afirmacji
dzikości. psychoterrarium.
2.
status ja: „to skomplikowane”.
jestem w wolnym
związku z rzeczy
wistością; ale czym
jest sama rzeczy
wisdom? domem dla
wisielca w krwawym
księżycu? dekapit(ul)acją
królowej
pszczół? przytuleniem
tui, która wyrasta z głębokich
blizn czasoprzestrzennych
tulei? statusem
my: „to skompilowane” – ?