28 sierpnia 2021

Niedziela 
Weronika Wieczorek

– Czasem czuję się, jakbym była poza czasem.

– Jakie to uczucie?

– Outside of time… a może beyond time? 

– Nie powiedziałbym, że to to samo.

– Obudziłam się dzisiaj z lekką pustką w sercu. Rozejrzałam się po pokoju i odsłoniłam firanki, próbując znaleźć spoiwo mnie i świata na zewnątrz. Przez chwilę czułam się zamknięta w akwarium, a to co było poza nim, zdawało się być tylko gęstą, szarą mgłą. Wróciłam do łóżka   i wtuliłam się w największą poduszkę. Zapragnęłam bardzo mocno przytulić się do znanego mi ciała, pachnącego znajomo i bliskiego mi w dotyku. Czułam jednocześnie nerwy nakazujące mi wstawać z racji późnej godziny.

– Która była godzina?

– 6:34. potem wstałam, żeby zrobić sobie kawę. Widziałam autobus za oknem i ludzi stojących na przystanku. Świat jednak istniał.

– Brzmi niepokojąco, jak niedziela.

– W zeszłą niedzielę obudziły mnie krzyki rżnących się sąsiadów.

– Miło, że się dogadują. 

– Napisałam mu dzień dobry, a on odpisał, że ma ogromną ochotę mnie dzisiaj rżnąć. 

– Miło, że użył właśnie tego słowa.

– Oblałam kawą książkę, która spadła z półki na kubek, łamiąc po drodze jedyny jeszcze żyjący 

w moim zimnym pokoju kwiat. Niebo bez zmian, wciąż błękitne, ale jeszcze nie sine. Wiesz, ten przedwiosenny błękit jest dobijający. Szczególnie w niedzielę.

– W niedzielę nie da się nakręcić sprężyny. Zazwyczaj się temu po prostu poddaję. Może tak musi być?

– Zawsze, kiedy nie mogę nakręcić sprężyny, myślę o wodzie. Myślę o tym, że pływam, nieważne, czy woda jest ciepła czy zimna, czy fale są duże czy nie. Myślę o tym, jak mnie oplata i jak czuje każdy swój mięsień, opierając się jej. Myślę o jej intensywnym smaku, który próbuje mi wcisnąć. Myślę o jej sile. Myślę o tym, że ona jest gdzieś, na pewno, musi być, bo inaczej nie byłoby świata.

– Wyjątkowo piękna niedzielna nieskończoność.

– Wszystko, co dziś odczuwam, ciągnie się niczym słodkie do mdłości ciągutki. Śmiem wątpić, że jest to stan przyjemny czy pożądany. 

– Poczucie nieskończoności rozpatrywać można na różne sposoby. 

– Skończone jest idealne, więc nieskończone nigdy takie nie będzie.

– Dlaczego?

– Poczucie nieskończoności to swędzący fragment skóry, który drapiesz, a on wciąż swędzi. Sama czynność jest przyjemna, ale efekt? Po drugie, poczucie nieskończoności jest w danym momencie czymś na kształt fałszywego spełnienia, chwilowego osiągnięcia celu. Cel wciąż narasta i oddala się, zmieniając w syzyfową pracę.

– Chyba nie myślałem o tym tak dużo i mocno jak ty.

– Uderzyło mnie to nagle, błyskawica rozdarła mój umysł po miłosnym akcie. Leżąc 

w ramionach ukochanego, wciąż nie mogłam pozbyć się wrażenia, że niemożliwym jest nasycić się ciałem, ciepłem i wzrokiem ukochanej osoby. Nieważne jak mocno drapię, nie potrafię wypełnić tej pustki, która odradza się i namnaża jak bakteria. 

– I ciągnie jak ciągutka. 

– Jednak tego typu przyjemności nie są jedynymi w swojej wadliwości. Od literatury po wypowiedź ustną, od tworzenia sztuki po jej bezkres w muzeach, od rywalizacji po kompleksy. No i balet. To wszystko ciągnie się i przerywa, i wciąż swędzi, i nęci. Czasami jest to ekscytujące, biorąc jednak pod uwagę efekt końcowy – demotywujące. Więc tak, coś będącego jednocześnie siłą napędową naszego życia, zakładając, że taka istnieje, jest w gruncie rzeczy pozbawione sensu, jak i sensu tego życia właśnie nie tłumaczy. Całego procesu nie nazwałabym niczym innym, jak tęsknotą. 

– Heimweh?

– Tak. Boli.

– Zawsze, kiedy chcę nakręcić sprężynę myślę o nieskończoności właśnie. Nie wiem, dlaczego myślę, że to może pomóc. Myślę o obłokach na niebie. Myślę o tym, jak płyną bez końca.

– Ruszają się czy nie?

– Tak. Przyjrzyj się chwilę dłużej.

– Masz rację. Płyną.

 

Weronika Wieczorek pochodzi ze Szczecina, ale aktualnie mieszka nad morzem. Przyszły muzeolog. Patrzy i dokumentuje. Można ją znaleźć na Instagramie na koncie @kocikaprys.