19 października 2025

Sandomierz 25′
Bogna Goślińska

Wersja audio

 

„Kochani rodzice, u mnie wszystko po staremu. Zdałam wszystkie egzaminy i odpoczywam. Oczywiście nie mam wakacji od pracy, nie martwcie się o to. Po pracy spędzam czas z koleżankami, planujemy wyjazd nad morze. Jem zdrowo i nie wydaję pieniędzy na głupoty. Od maja mieszkam sama, bo współlokatorka wyjechała do narzeczonego do Anglii i trzyma swój pokój. Więc wyobrażam sobie czasem, że całe to mieszkanie jest moje. Nie wiem, kiedy was odwiedzę, bo dużo rzeczy trzyma mnie tu na miejscu. Spotykam się z takim miłym chłopakiem, zabiera mnie na kolacje. Nie martwcie się o mnie, a już absolutnie nie ma potrzeby, żebyście przyjeżdżali. Całuję, A.”

 

Zajrzała do lodówki: reszta fresco, serek wiejski, ogórek bez sił i otłuszczone pudełko po chinolu. Na studiach nie pomyślałaby nawet o zamawianiu jedzenia, ale przy aktualnych cenach opłacało się zamówić giga porcję smażonego makaronu z kurczakiem i żywić się nim trzy dni.

 

Znów była zbyt zmęczona, żeby wyjść z domu, ale za mało zmęczona, żeby zasnąć. Zaczęła trzydziesty drugi sezon Ojca Mateusza. Na skutek reorganizacji policji zlikwidowano komendę w Sandomierzu. Artur Żmijewski wyglądał na zmęczonego, ale jak zawsze dobrotliwie się uśmiechał, rozwiązując zagadki. Pozwoliła sobie tylko na dwa odcinki. Lubiła weekendy, bo wtedy miała najmniejsze wyrzuty sumienia, że rzuciła studia i nic nie robi ze swoim życiem.

 

W środę zaczęła trzydziesty trzeci sezon — ostatni, który wyprodukowano. Był lipiec, co oznaczało, że od premiery nowych odcinków dzieliły ją co najmniej dwa miesiące. Przygryzła wargi, pozwalając smyczkom Michała Lorenca ukoić jej nerwy.

 

Chyba nie będzie już jeść kurczaka, od kilka dni do feedu wpadały jej rolki o tym, jak niezdrowe jest tanie mięso.

 

Tego wieczoru otworzyła wino z maryjką i puściła sobie Psy 2. W pierwszych scenach Artur Żmijewski ścinał głowy serbskim cywilom. Miał wymuskany garnitur i świdrujące spojrzenie. Nigdy nie widziała go przystojniejszym.

 

Oparłam się o marmurową ścianę, czując chłód na odkrytych plecach. Mimo parnego wieczoru, w mediolańskiej operze było rześko. Pożałowałam wyboru — choć jedwabna suknia spływała aż do samej ziemi, cienki materiał przyprawiał mnie o gęsią skórkę. Zobaczyłam go, schodząc ze schodów, pił szampana pogrążony w swoich myślach. Nasze spojrzenia spotkały się, a ja poczułam się, jakbym przeglądała się w górskim strumieniu. Miał co najwyżej dwadzieścia siedem lat, jego włosy wyglądały, jakby całymi dniami odbijały słońce. W końcu Artur uśmiechnął się i gestem przywołał mnie do siebie. Wyciągnął zza pleców dodatkowy kieliszek z bąbelkami.— Czekałem na ciebie.Potem okrył moje ramiona marynarką i zabrał mnie do swojej loży, gdzie obejrzeliśmy wspólnie III akt Madame Butterfly.

 

Oglądała po kolei całą filmografię Artura Żmijewskiego: wszystko, co znalazła w internecie i płyty CD z OLX-a. Na szczęście było tego bardzo dużo. Wieczorami słuchała monologu Gustawa-Konrada z Dziadów w jego wykonaniu. Miał tam rozchełstaną koszulę i włosy miękkie jak puch.

 

Tiktoki uśmiechniętych par, chłopacy wybierający swoim dziewczynom outfity, dziewczyny robiące swoim chłopakom lunche do pracy. Pod filmami kobiet gotujących dla mężów pojawiały się komentarze typu: „co, ręce mu do dupy przyrosły?”. Niektóre pragnienia stały się niepoprawne politycznie.

Tego lata dziewczyny na TikToku nosiły kowbojki i wysokie skórzane buty. Jej koleżanka z recepcji miała podobne już od paru miesięcy.— Zostawiłam staremu otwarte okno w przeglądarce — powiedziała, mrugając do niej. Zawsze przybierała minę pełną wyższości, kiedy opowiadała o prezentach, jakie od niego dostaje. Jej typ był prawnikiem.

 

Miałam na sobie jedwabną sukienkę w czarne grochy od MaxMara i sandałki na koturnie.Włosy miękko spływały mi aż za obojczyki. Założyłam słomkowy kapelusz z szerokim rondem i wyszłam na taras. Obserwowałam morze, kiedy poczułam na nagiej skórze dotyk ciepłej i mocnej dłoni, a po chwili oddech Artura na karku. Jego oczy były koloru wody w zatoce.

 

Otworzyła excela z wydatkami — do kolumny „różne” wpisała w tym miesiącu 82 złote za kowbojki i 45 złotych za spódnicę z firany. Paczka od dwóch tygodni była w drodze. Dzięki Bogu za Temu, już zapomniała o czasach, kiedy czuła się jak z bidula, kiedy dostawała tornistry z lumpeksu. Na studiach miała tyle koleżanek, które miały kasy jak lodu, a nie potrafiły sklecić przyzwoitego dripa.

 

Teraz algorytm zaczął podsuwać jej filmiki o tym, czym zatrute jest mięso marketowego łososia, którego jadła często na obiad, bo był tani i pożywny.

W końcu przyszły buty. Otworzyła pudełko, zapach skojarzył jej się ze sklepami, w których szukały z matką tenisówek na wuef. Buty wrzucano tam do metalowych koszów.

 

Kowbojki wyglądały na niej ładnie, więc szybko zrzuciła przetarte dresy i ubrała spódnicę, kompulsywny zakup z Zalando z ostatniego tygodnia. Wciąż nie obcięła metki, bo tym razem na serio kończyła jej się kasa na koncie. Stanęła przed lustrem, wygięła się w łuk, strzeliła fotkę i wrzuciła na story. Mała przypominajka dla Maksa, żeby zobaczył, co może stracić. Nie żeby tak ją dotknął ghosting z jego strony, po prostu miała ochotę w końcu wyjść z mieszkania i zjeść coś dobrego. Dobrze znała męskie impulsy, bo zanim minęła godzina, chłopak się odezwał. Bar Pacyfik o dwudziestej, odpisała i poszła umyć przetłuszczone włosy.

 

Pozwoliła za siebie zapłacić, udając lekko obrażoną z tego powodu. Nie żeby był to majątek, nie wzięli nawet dań głównych, tylko przekąski. Tym razem przyjęła zaproszenie do mieszkania, żeby się chłopak nie zniechęcił. Całował jak dzikus, uderzając zębami w jej zęby. Każdy ma swój styl, ale zwykle it’s telling i wiadomo, kto długo nie zaliczył. Pozwoliła mu wsunąć ręce pod bluzkę, ale nie pod spódnicę z nieodciętą metką. Wychodząc, wyraziła wiarę w nocną komunikację publiczną, po to, żeby zamówił jej Bolta.

 

Leżałam w sypialni spowita w egipską bawełnę. Kiedy Artur pochylił się nade mną, szlafrok obsunął się, ukazując nagi obojczyk. Posłusznie zamknęłam oczy pod wpływem jego rozkazu. Po chwili moją skórę musnął metal. Na łańcuszku z białego złota kołysała się jaskółka ułożona z brylancików.— Bo jesteś moją ptaszyną. — Na te słowa poczuła, jak topi jej się serce. Ale po chwili poczuła też gorąco w dole brzucha.— Weź mnie — chciała powiedzieć, ale zamknął jej usta pocałunkiem. Smakował słodko jak kremówka.

 

Znalazła sklep ekologiczny w Arkadii, w centralnym miejscu w lodówce kłuł w oczy Łosoś Ekologiczny z Irlandii Bio, filet ze skórą. Szybko sprawdziła konto, na szczęście był początek miesiąca. Starczy na dłużej, jak będzie jadła więcej ryżu do obiadu.

 

Czemu nikt nigdy nie mówił jej o mikroplastiku? Na swoim profilu holenderska dietetyczka wyliczyła wszystkie miejsca, gdzie można go znaleźć. Był nawet w organizmie noworodków. Spróbowała policzyć, ile torebkowanego ryżu zjadła w całym swoim życiu.

 

Kiedy poparzyła mnie meduza, Artur wziął mnie na ręce jak dziecko i zaniósł do łóżka. Wczepiłam się w niego, zanurzając twarz w jego szyi, która pachniała sandałowcem i piżmem. Męskość w pełnej dojrzałości.

 

Dostała zwrot za spódnicę, za który kupiła sobie dwa opakowania ekologicznego łososia i podróbkę Labubu w sklepie wszystko za pięć złotych.

 

Rzuciła pracę. Nie tak spektakularnie, po prostu przestała pojawiać się w biurze. Telefon dzwonił, aż przestał. Nie dostała już żadnego przelewu, choć technicznie należało jej się jeszcze za kilkanaście godzin.

 

Choć była z Arturem cały czas, jego twarz umykała jej pamięci. Rankiem wyglądał jak trzydziestolatek, ale jego rysy mogły stężeć pod wpływem chwili. Czasem miała wrażenie, że jego skóra może zmarszczyć się pod wpływem jej dotyku. Spostrzegła, że są tematy, których nie chce poruszać, jak różnica wieku między nimi. Coraz częściej znikał, a ona czekała na niego z pieczoną kaczką, która dawno już ostygła.

 

W ostatnim tygodniu pracy koleżanka z recepcji umówiła ją na randkę ze znajomym swojego chłopaka. Była wzruszona, ale nie dała tego po sobie poznać.— Jest trochę starszy, ale chyba ci to nie przeszkadza?Znają się z kancelarii. Czy wyglądała na taką, której przeszkadza piętnastoletni burbon, narty na lodowcu?

 

Zabrał ją do restauracji, o której nigdy nie słyszała. Nie zdziwiło jej to, zawsze miała wrażenie, że jest jeszcze jedna klasa lokali, które nie potrzebują promocji na insta, a wręcz przeciwnie — im mniej osób o nich wie, tym lepiej. Zjadła przystawkę, danie główne i deser, pozwoliła blademu chłopcu w jej wieku dobrać wina do wszystkich mięs. Typ nie był ani ładny, ani brzydki, łysiał już przy czole i miał lekki brzuszek. Nie był to dla niej problem, zresztą nie pamiętała, kiedy ostatnio ktoś spodobał jej się na żywo. Za to oczy miał ładne, jasne i okolone długimi rzęsami, choć te oczy patrzyły dość drapieżnie. Zabrał ją do siebie, mieszkał na Woli w nowym apartamentowcu. Pozwoliła mu na wszystko, co chciał, ostatni raz nawet bez gumki. Po wszystkim owinęła się kołdrą i poszła do lodówki zobaczyć, z czym może zrobić mu jutro śniadanie. Croque Monsieur albo jajka w koszulce na wędzonym łososiu. A jak woli na słodko, to może nawet zdąży upiec granolę. Ale w lodówce są tylko pudełka z diety i to nie takiej białkowej, ale na redukcję. Czuje ucisk na ramieniu, odwraca się i słyszy — Idź już.

 

Cztery lata psychologii jak krew w piach.

 

Jedliśmy jajka z kawiorem na śniadanie, Artur był milczący. Przełknęłam łyk kawy po turecku i zapytałam, co się dzieje. Bez słowa wstał od stołu i podszedł do okna, widziałam, jak w szkle odbija się jego pochmurna twarz.— Miałem dziś sen, odeszłaś ode mnie, bo nie chciałaś być ze starcem.Słyszę stłumiony krzyk mew i fale uderzające o klif. Kiedy Artur odwraca się, żeby spojrzeć na mnie po raz pierwszy tego poranka, głośno krzyczę. Ma twarz osiemdziesięciolatka.

 

Stąd do jej mieszkania było daleko w dzień, a co dopiero w nocy. Kiedy czekała na nocny, próbowała rozczesać grzebieniem włosy, ale były zbyt skołtunione, więc tylko wyrwała sobie kilka kosmyków. W kolejnym autobusie siedzieli ludzie wracający z pracy, ich wzrok prześlizgiwał się bezmyślnie po jej sukience w kolorze szmaragdowej zieleni, z głębokim dekoltem i krzyżowym wiązaniem na plecach, czuła się, jak ta typiarka w Pokucie. Po tej nocy kiecka będzie chyba do wyrzucenia, bo prawnik zdarł ją zbyt gwałtownie. Mała szkoda, zamówi sobie nową. Pieniądze się nie skończą, zaraz zacznie sprzedawać zdjęcia na Only Fans. Podobno jest duży popyt na stopy, a ona ma stópki naprawdę zadbane. Przejeżdżając przez rzekę, zobaczyła jak piękna jest Warszawa, to miasto pełne możliwości. Daleko na Siekierkach słońce wschodziło na brzoskwiniowo. Pomyślała o miękkiej kanapie i uśmiechnęła się do siebie.